Łowy i głód
nigdy się nie kończą
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Wspaniała, długa noc, taaak... tyle, że dla Alfa była takie, jak wszystkie. Choć trzeba było przyznać, że Alaska miała temperament, o czym przekonały się jego plecy, które były tak podrapane, że można by było je pomylić z jakimś kanionem. Być może dlatego mu było tak nieprzyjemnie spać na plecach, tak jak to właśnie robił. Z tym, że nie spał. Przez ten cały czas nawet nie zmrużył oka, jedynie leżał tak, patrząc się w sufit, by na te parę godzin zdjąć maskę wesołka, a jego umysł był na tą chwilę równie nagi jak ciało. Dopiero gdy wyczuł, że Alaska nie śpi, ogarnął się nieco i ponownie założył maskę. Uśmiechnął się lekko, niemal niezauważalnie i pocałował ją na dzień dobry. Krótko, ale jednak.
- Jak się spało? - spytał, udając zaspanego, nawet ziewnął! Gdy już uzyskał odpowiedź, że dobrze, postanowił się wreszcie ruszyć z łóżka. - Puść mnie - zażądał, jednak nadal przyjaźnie. Cóż, kwestia tego, że była członkiem jego stada. W innym wypadku rzekł by jedynie "było miło, a teraz wypierdalaj" czy coś w ten deseń. Ah ten Alfie. Gdy udało mu się wydostać, skierował się do motelowej łazienki, jednak gdy już miał wchodzić, odwrócił się i posłał nadal leżącej dziewczynie swój uroczy, szeroki uśmiech. - Idziesz ze mną? Umyje Ci plecy czy coś - zaproponował, poruszając brwiami i wyraźnie kładąc nacisk na "czy coś". Dobra kąpiel nie jest zła, a w dwójkę zawsze przyjemniej. Takie rozpoczęcie dnia wspólnym prysznicem to coś cudownego! I wcale nie mówię tutaj o kąpieli przy świecach...

Alaska?

Od Alfiego

Brak komentarzy:
Miesiąc temu.
Po walce z Samem

Nikt nie wyszedł. Powieki robiły się coraz cięższe, a Weasel walczył, by nie usnąć. Nie byłoby to mądre rozwiązanie, zważywszy na dzikie zwierzęta zamieszkujące tą okolicę jak i fakt, że wszędzie tutaj mogą czaić się niebezpieczeństwa. Nie mówiąc, że nie każdy w watasze jest zwolennikiem Alfiego i nie jedna osoba ma ochotę się go pozbyć, a on sam już nie miał siły na walkę. Przymknął oczy, poddając się w walce z sennością. To koniec, Alfie. Idź spać. Zasługujesz na to. Już po chwili wilk oddał się w objęcia Morfeusza, po raz ostatni dziś szurając pazurami o drewno, chcąc dać o sobie znać.

Aktualnie
Rany się zagoiły, kości zarosły, ścięgno - choć nadal dawało o sobie znać - już podgoiło się. Nie wstawanie z łóżka przez blisko tydzień opłaciło się. W humorze był doskonałym, w końcu jak miałby nie być. Był alfą. Wreszcie mógł zająć to stanowisko i choć - jak się obawiał - w watasze gorzej się zaczęło dziać i czuł na sobie nieufne spojrzenia członków, jak i te strachliwe, gdy stawał z nimi twarzą w twarz, dobór nowego bety, łagodne podejście do wilków oraz zainwestowanie w rozwijanie się watahy sprawiły, że patrzyli na niego dużo przechylnej. Alfie potrafił do siebie przekonać każdego, czy to żartami i wiecznym uśmiechem, czy dobrymi decyzjami i stanowczością. Właśnie upijał się w The Wolf's Tooth i zabawiał innych swym wesołym usposobieniem, jednocześnie wkurzając jakiś gości cynicznymi gadkami i ciętymi ripostami. Jednocześnie zachowywał się jak na jego stanowisko przypadło - kończył spory i pilnował porządku, choć było to trudne, ze względu, że bawili się tu członkowie różnych watah jak i zwykli ludzie.

(Ktoś?)

poniedziałek, 9 marca 2015

Od Alfiego c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Czasem Alfiego to nawet odebranie tortu przerastało. Szczególnie, kiedy kasjerka była ładna, a cukiernia posiadała dość wygodne zaplecze. Spokojnie, to był szybki numerek, a on już po paru(nastu) chwilach był w drodze, zmierzając w stronę BB z tortem i prezentem dla Cassie. Pomińmy to, że Alfie nie potrafił wybierać i kupować prezentów, ani w ogóle święcić takich dni jak urodziny czy gwiazdka. Nie rozumiał ich fenomenu. Nic dziwnego, że na ostatnią gwiazdkę dał Mickey'owi niezwykle wyszukany prezent, jakim jest pianka do golenia (tak dla jaj, żeby dorósł) i pornos typu świerszczyk, a to wszystko kupione na stacji benzynowej, do czego zapytany grzecznie się przyznał, a prezent nazwał "męskim zestawem". Czy ktoś jeszcze wątpi, że z Alfim nie można się nudzić? Kiedy wszedł do BB, pierwsze na co zwrócił uwagę to Cassie, czyli nasza solenizantka, czy jak to się tam mówi. Uśmiechnął się do niej wesoło - jak zawsze - i postawił tort na stoliku. 
- Hej mała. Która to już wiosna? - zapytał, po czym dodał - Miałem z prezentem prawdziwy horror. Normalnie to kupiłbym czekoladki, ale... - westchnął i wzruszył bezsilnie ramionami, nie wiedząc co tu dalej mówić. Oczywiście kwestia z gwiazdkowym prezentem nie została zapomniana [choć była raczej miłym wspomnieniem], tak więc Mickey się wtrącił.
- A nie świerszczyk i piankę?
- Nieee, to męski zestaw. Damski zestaw to wino, czekoladki i Fifty Shades of Grey - stwierdził Alfie, który oczywiście musiał się wykazać swoją wiedzą z dziedziny "kobieta". Oczywiście to nie było w prezencie dla Cassie, a... pluszak. Taki wielki, wielki misio-pluszak, który po chwili wniósł do domu. - A to dla ciebie. Wybacz, za denność prezentu.

Cassie, Mickey? ;D

Od Alfiego c.d Cassie

Brak komentarzy:
Patrząc na nią zmarszczył brwi. Nie je zbyt często i nie da się na burgera wyciągnąć? Dobrze, to jest dziwne. To Kanada do jasnej cholery, tu wszyscy wsuwają pączki w ilości hurtowej, a ona się boi, że od kanapki utyje? Taak, myślenie Alfiego jest nieco dziwne, ale trzeba go zrozumieć, on je za pięciu, a swoją wagą się nie przejmuje. Co zje to spali latając po lesie. Dlatego zawsze naśmiewa się z ludzi, co jedzą jedynie dietetyczne sałatki i owoce. Przecież życie jest tylko jedno, więc po co marnować je na jedzenie czegoś, czym nawet się nie najesz? Poza tym jako młody facet wręcz obżerał się, by tylko przytyć te parę kilogramów, bo budowa anemika nie pomaga w zawieraniu przyjaźni, a zawsze był tak chudy, że mu kości było widać. Teraz przynajmniej masy nabrał, tyle, że mięśniowej, no bo przecież mięśnie zawsze się przydadzą.
- Ok... ale pijesz coś czasem? - spytał, unosząc brew. No przecież dziewczyna chyba nie chodzi odwodniona, by tylko jakiegoś cellulitu wodnego nie dostać czy bóg wie czego, a przecież nie będą o tych wilczych sprawach rozmawiać na ulicy, a on był głodny jak wilk, a nawet bardziej i w stanie rozszarpać tą małą dziewczynkę, byle tylko się najeść. Porządnie najeść. - Bo wiesz, na zwykłe picie to chyba dasz się wyciągnąć, prawda? Nie każ mi się prosić.

Cassie?

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Nie powinna się z nim droczyć. Może Alfie się śmiał, może i działały na niego procenty, jednak raczej nie chciałaby go wkurzyć. To by mogło się naprawdę fatalnie skończyć. Wystarczy parę źle dobranych słów i zły humor, by wpędzić go w furię, a to się zazwyczaj kończy hektolitrami krwi. Nie był zbyt dobry w trzymaniu nerwów na wodzy. Tak szczerze, to w ogóle nie potrafił tłumić w sobie emocji, zawsze musiał znaleźć jakiejś im ujście. Trudno stwierdzić w jakim był teraz humorze, jednak nieźle go odreagowywał. 
- Miałaś co do tego jakiekolwiek wątpliwości? - zapytał głosem, który bardziej brzmiał jak ciche warkniecie niż normalne słowa. Nie było ono jednak spowodowane złością, nic z tych rzeczy. Ponownie przytrzasnął ją do ściany, napierając na nią swym ciałem i łapczywie wpijając się w jej usta, podczas gdy jego dłonie z jej talii przemieściły się nieco do tyłu. Po dłuższej chwili odsunął się od niej nieco.
- To zabawne. Myślisz, że jak chwilę poudajesz niedostępną, to rzucę się na ciebie? - powiedział z uśmiechem. Odszedł ze dwa kroki, mając rozłożone ręce jak Jezus z Rio de Janeiro - Jak mnie chcesz, to sobie mnie weź. Nie baw się w głupie gierki - wyzwał ją.

Alaska? XD

sobota, 7 marca 2015

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Unoszenie jednej brwi jest trudne? Pewnie by wyśmiał Alaskę, gdyby to usłyszał, nie pojmując, że to trudna do nabycia umiejętność. Mu się pofarciło i się z nią urodził, tak więc nie widział w tym większej filozofii. Wracając do zaistniałej sytuacji, Alaska zaskoczyła nieco Alfiego tym pocałunkiem. Brawo, to nie lada sztuka zaskoczyć Alfa. Być może dlatego nie zareagował, jedynie odprowadził ją wzrokiem, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Dopił swe whisky i złapał jej kurtkę, wychodząc na zewnątrz. Nonszalanckim gestem oparł się o zimną, betonową ścianę budynku i podał jej kurtkę, której tak trochę jej się zapomniało. Gdy odbierała ją, złapał ją za rękę i brutalnym, zdecydowanie niedelikatnym gestem odwrócił ją i przygwoździł do ściany. Ręce miał na wysokości jej głowy, po obu stronach. Oblizał koniuszkiem języka górne zęby i rozbawiony uniósł jedną brew. Oczywiście, że jedną, a jak.
- Gdzie się wybierasz, wilczku - spytał, znacznie nachylony nad nią. Czy było już wspomniane, że Alfie nie zna pojęcia przestrzeni osobistej? Obserwował ją bacznym wzrokiem, ćwicząc swoje samoopanowanie. To napięcie między nimi było nieznośne, a on nie był najlepszy w powstrzymywaniu go. Co jak co, ale był jedną z tych osób, co zaspokajają swoje wszystkie pragnienia, a mimo to był bardzo, bardzo spokojny w tym momencie. Normalnie jak nie on. A był po paru szklankach mocnego alkoholu!
- Na papierosa. Mówiłam - odpowiedziała, a on parsknął śmiechem, jednak zaraz w mgnieniu oka spoważniał, wydając się niemal groźny.
- Nie lubię, kiedy ktoś kłamie mi prosto w oczy, mała - poinformował, nadal mając wbity w nią wzrok. Zaraz ponownie się rozchmurzył, co tylko potwierdzało socjopatyczną naturę Alfiego. - Nie uciekaj.

Alaska? XD
To Alfie, tego nie zrozumiesz.

Od Alfiego c.d Cassie

2 komentarze:
Kilka dni przed walką z Samem
Sprężystym, szybkim i pewnym krokiem przemierzał ulice, podśpiewując jakąś starą piosenkę, jak to on. Okulary przeciwsłoneczne na oczach, skórzana kurtka na ramionach. Dzień był młody, postanowił więc się nieco rozerwać. W sumie, to tylko wtedy idzie do miasta, no bo po co mu zmierzać w tą stronę w innym wypadku. Woli pozostać na terenach watahy i pełnić swoje obowiązki, choć ma dość tego, że jest zmuszony pełnić i obowiązki Ally, ponieważ idiotka nie potrafi zająć się watahą. Tak rozmyślając nad tym całym gównem, sobie wędrował. W końcu coś zwróciło jego uwagę - młoda, chuda dziewczyna, która zaplątała się w swą długą spódnicę i upadła, by zaraz wstać i... wpaść na Alfiego. Zmarszczył brwi, patrząc na nią. Była nieco zakłopotana, co go rozbawiło. Był dziwnym kolesiem, niewątpliwie, ale naprawdę bawiło go to zakłopotanie i to ciągłe powtarzanie "łał". Uroczo. 
Jego nos wyczuł coś, co dla ludzi było nieuchwytne. Była wilkołakiem. Nie czuł jednak od niej woni swojego stada, co normalnie było by podejrzane - jednak nie teraz. Była nieszkodliwą nastolatką przecież, która potknęła się o własną spódniczkę!
- Alfie - odpowiedział, posyłając jej swój wyuczony, uroczy uśmiech.

Krótko ale treściwie!
Cassie?

czwartek, 5 marca 2015

Od Alfiego c.d Sama

Brak komentarzy:
Beta leżał na ziemi, a w okół niego była kałuża krwi. Przez chwilę próbował wstać - na daremno. Złamana kość nie odpowiadała na żadne bodźce, nie udało mu się nawet poruszyć nogą, za to ból w drugiej sprawiał, że nawet on miał ochotę łkać, mając cichą nadzieje, że jednak to ścięgno czy też staw nie jest przerwane, a jedynie nieco nadszarpnięte. Może i był wilkołakiem, a czas uzdrawiania się był znacznie skrócony, ale to nie oznaczało, że skutki tej walki leczyłby naprawdę długi czas. Zmierzył się z Samem wzrokiem, po czym parsknął śmiechem i opadł bezsilnie na ściółkę. Oczy miał przymknięte, ręce leżały na brzuchu, cały był pokryty krwią Sama. I swoją. Oblizał górną wargę, po czym odezwał się.
- To była dobra walka - wyszeptał niezwykle wymuszonym, zachrypniętym głosem, po czym jego ciałem zawładnęły skurcze, połączone z kaszlem. Wypluł krew, która widocznie nazbierała się w płucach. Na szczęście nie kaszlał długo, co oznaczało, że jednak tak poważnych obrażeń nie miał. Szybka decyzja: musi się z powrotem przemienić w wilka. Jako, że podczas przemian kości się łamały i powracały na swe miejsce, możliwe, że ów złamanie jego nogi również się samoistnie naprawi. Wiedział, że nie będzie to łatwe, jego ciało było całkowicie wycieńczone, a on sam miał ochotę oddać się w objęcia Morfeusza (czego nie mógł zrobić, bo były szanse, że już się nie wybudzi, wykrwawiając się przez sen). Ta przemiana była najtrudniejsza w jego życiu. Sam był świadkiem, jak pod skórą Alfiego przemieszczają i łamią się kości, ciało deformuje i pokrywa czarnym futrem, wydłużają się zęby do postaci kłów, tak jak paznokcie. To była naprawdę bolesna i bardzo powolna przemiana, bólu i Alfie - wilk znany z wytrzymałości - nie mógł wytrzymać. A jednak. Przetrwał. Ktoś jeszcze wątpi w jego zdolności? Każdy by wymiękł, a on brnął w to dalej, aż nie przybrał postaci wilka. Spojrzał na Sama, wiercąc go swymi ślepiami, po czym powoli, ledwie stawiając następne kroki ruszył w stronę Big Brother. Nikt nie wiedział, co go właściwie trzyma na nogach. Nie powinien móc się nawet podnieść. To właśnie siła woli sprawiła, że był tak znany. Zacisnął szczęki i powieki i ruszył. Po prostu ruszył i choć potykał się, raz nawet upadł, parę razy musiał oprzeć się o drzewo, zniknął z pola widzenia Sama. Trudno stwierdzić ile szedł do BB. Dla niego była to wieczność spędzona w piekle. Adrenalina przestała działać w połowie drogi, ból wtedy uderzył ze zdwojoną siłą, a on był gotowy odgryźć sobie łapy, byle tylko tego nie czuć. W końcu dotarł. Wspiął się na dwa pierwsze stopnie, po czym upadł/położył się na zimnych deskach, nie mając już szans na podniesienie się. Jedynie dwa razy dał o sobie znać, raz szurając pazurami, a drugi raz wydobył się z jego gardła dziwny dźwięk, trudny do opisania. Było to trochę wycie, trochę skomlenie. Cierpiał i było to bardzo wyraźnie słychać w jego głosie.

Ktoś? Sam, co u ciebie?

środa, 4 marca 2015

Od Alfiego c.d Sama i Ally

Brak komentarzy:
To powietrze między nimi, zapełnione napięciem i testosteronem, można by było ciąć. Ogólnie to bawiła nieco Alfiego ta sytuacja, szczególnie fakt, że Sam ciągle paplał o jakimś wyżywaniu się na Ally, czego przecież Alfie nie robił. Raz ją zastraszył, ponieważ zaniedbała swoje obowiązki a już jest od damskiego boksera wyzywany, śmiech na sali. Dobrze, owszem, uderzył już nie raz kobietę, jednak jedynie w obronie własnej. Miał się pozwolić lać, sam nie oddając? Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy. Alfie potrafił sprawiać wrażenie dobrego chłopca, ale był jednym z tych, co dadzą w pysk, złamią rękę, zgwałcą kobietę, a potem dokończy papierosa i pójdzie w pizdu, jakby nigdy nic się nie stało. Kochany, czyż nie? Nawet go nie przejęła groźba dotycząca wydalenia z watahy, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że Ally tego nie zrobi. Boi się go. Boi się jego zemsty, doskonale wiedząc, że Alfie niekoniecznie jest zdrowy psychicznie. Dziwne, że to wiedziała. Przecież starał się to ukrywać. Tiaaa. Starał się.
- Alfa roku - prychnął, coraz bardziej gardząc Ally przez jej zachowanie. Dla niego przywódcą jest ktoś stanowczy, konsekwentny, ktoś kto potrafi przemawiać i nie dopuszcza do takich sytuacji. Gdyby to Alfie był alfą... Oh, wtedy dopiero to stado zyskałoby potęgę, a przynajmniej w umyśle Alfiego. W takiej sytuacji jak ta zadziałałby błyskawicznie, rozdzielił agresorów chociażby siłą i przywołał do pionu. No, ale skoro nie był, a jedną z funkcji bety jest karanie takich wyskoków... Nie ukarze go przecież za wypełnianie swych obowiązków. - A ty co, pantoflarzu? Musi Cię alfa bronić? - parsknął, patrząc na Sama. - Jaka szkoda, że sobie poszła - powiedział jedynie i rzucił się do gardła Samowi, już pod postacią wilka. Przemiana była kwestią ułamka sekundy, tak więc Sam nawet nie miał chwili by zareagować. Alfie może i nie zbił kłów w jego krtań, a kilka centymetrów niżej, w ramię, a po dźwięku jaki w tej samej chwili dobiegł do uszu wilka można było wywnioskować, że jego obojczyk został zgruchotany. Pysk Alfiego wypełnił się ciepłą krwią, spływającą do gardła, działającą na niego silniej niż jakikolwiek narkotyk. Odezwał się w nim zew krwi, rozpalający zmysły. Tego uczucia nie dało się opisać. Była to mieszanina chcicy i ćpuna który dorwał się do heroiny po głodzie. Źrenice się gwałtownie powiększyły, niczym na widok ukochanej osoby, serce biło tak szybko, że brzmiało jak seria z karabinu, ciało drżało z podniecenia, a w jego umyśle działo się piekło. Chciał więcej i więcej. Na początku chciał go jedynie pouczyć, lecz teraz.... szarpał szczękami, by tylko bardziej naruszyć naczynia krwionośne. Sama przyciskał do ziemi swym całym ciężarem, nie pozwalając się wyrwać. Rozluźnił szczęki i oderwał się od rany, patrząc na twarz Sama. Zęby szczerzył w przerażającym uśmiechu, ryjącym psychikę bardziej niż jakikolwiek widok, a krew spływała z pyska na jego ciało. Właśnie wtedy Sam go zrzucił z siebie. Alfie na biegu się podniósł i ponownie skoczył na tego idiotę.

Sam?
Możesz poturbować Alfiego, nawet bardzo, bardzo mocno. Alfie nie jest najsilniejszy.
Jednak pamiętaj o tym, że skurczybyk jest cholernie wytrzymały, więc będzie atakował i trzymał się na nogach nawet wtedy, kiedy każdy wilk by już wymiękł.

niedziela, 1 marca 2015

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Co tak się dziwi? To jego obowiązek! Nawet jeśli kwestia przynależności do stada pozostawała wątpliwa - niby nutę czuł, ale nie ufał swojemu nosowi - to jednak była to jego robota, z czego raczej zadowolony nie był. Wolał się obijać i patrzeć na krzywdę innych bądź ją wyrządzać, niż jej zapobiegać, dlatego tak niechętnie do tego podchodził. Nie był bohaterem, przynajmniej nie takim jakich pokazują w komiksach. 
Alfie miał to do siebie, że na jego usta często wpełzał uśmiech ale i znikał. Tym razem była to ta pierwsza czynność, a wyraz tego uśmiechu wraz z żarem w ślepiach był brudny. Cholernie, niezaprzeczalnie brudny, pełen nieprzyzwoitości, lubieżności i grzechu. Wydawał się on zupełnie nie pasować do tej chłopięcej twarzy i zdradzał, że Alfie miał równie brudne zamiary co do Alaski. Zobaczymy kto będzie tym złym i niegrzecznym. Swój nastrój zmieniał z sekundy na sekundę. Jeden raz był opryskliwy, by za drugim razem ją uratować, najpierw zgrywał niedostępnego, by teraz knuć co do niej plany. Człowiek zmiennym jest, a i procenty swą rolę odegrały. Poza tym zaproponowała mu zabawę! Mimo dwudziestu pięciu lat na karku był wiecznym nastolatkiem, uwielbiającym się mocno zabawić. Nic co ludzkie nie jest mi obce, czyż nie? A on kochał próbować wszystkiego przy czym wydawało się, że żyć szybko to jego życiowe motto. Jedynie do umierać młodo mu się nie śpieszyło, wolał jeszcze trochę sobie pożyć.
- I słusznie - skwitował, po czym udali się do klubu. Jako, że droga długa nie była, zbyt długo czasu nie zajęła, tak więc rozmowy niemal nie było. Pchnął drzwi, a im oczom ukazał się dość typowy obrazek. Duża hala, mrugające światła, ciemno jak w dupie no i tłum tańczących. Większość z nich była już w stanie wskazującym. Ciała ocierały się o siebie, mając w głębokim poważaniu przestrzeń osobistą, muzyka zagłuszała myśli. Rzucił jej rozbawione spojrzenie i skierował się do barku. Usiadł ciężko na wolnym hokerze, po czym zerknął szybko na dobrze znaną mu kartę drinków, by zaraz poinformować barmana o zamówieniu. Szkoda, że go nie znał, tak więc ponownie powrócił do Alaski - Co powiesz na Sex on the beach
- Brzmi dobrze - odpowiedziała.
- Choć wiesz, teraz na plaży jest nieco zimno - powiedział, krzywiąc się. Po chwili nachylił się w jej stronę. - Chcesz naprawdę poszaleć? - spytał, unosząc wysoko brew. - Czy może robisz to tylko po to, by nie wyjść na miękką? - sprowokował ją. Powiedzmy, że miał przy sobie starych, dobrych przyjaciół.

Alaska?

sobota, 28 lutego 2015

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Jedynie zaśmiał się i pokręcił głową słysząc jej słowa. Miała cięty język, nie ma co. Nawet nie podążył za nią wzrokiem, jakby zupełnie zapomniał o rozmowie jaka przed chwilą miała miejsce, po czym poszedł swoją drogą, rozglądając się nieco po drodze. Już był na dobrej trasie do jednego z lepszych nocnych klubów, w którym w każdy weekend odbywała się impreza porównywalna z projektem X, odbywało się jedynie bez psychopaty podpalającego okolicę, zazwyczaj również nie gościła tutaj policja. Zazwyczaj. Znów Alaska przerwała mu tą podróż, za co był gotowy po prostu ją rozszarpać. Jak ona tak może, nawet w spokoju Alfie zabawić się nie może. Tak, ten wieczór nie będzie udany. Najpierw poczuł niepokój, naprawdę mocny niepokój, który często towarzyszył krzywdzie członka stada i zaraz potem wyczuł silny zapach strachu. Był to jeden z tych tak wyraźnych, że i w postaci ludzkiej doskonale go czuł. W końcu nie bez powodu tyle się powtarza, że zwierze wyczuwa strach. Teraz czekał go dylemat: zabawić się w bohatera, czy zignorować Alaskę, której najpewniej działo się coś złego. Była dużą dziewczynką, raczej umiała się obronić. Eh... pozycja bety do czegoś zobowiązuje.
Zboczył z trasy, próbując namierzyć ją. Nie było trudno, dość szybko usłyszał odgłosy szarpaniny i spokojnie, nie śpiesząc się ruszył w tamtym kierunku. No i znalazł ją, wraz z jakimś oblechem. Kobieta definitywnie potrzebowała pomocy, którą Alfie po krótkim namyśle postanowił użyczyć. Nie podszedł do tego jakoś szczególnie emocjonalnie, ale jednak. Złapał gościa za szmaty i pociągnął w tył, w swoją stronę.
- Stary, "nie" znaczy "nie" - powiedział i bez żadnego "pardon" zwyczajnie walnął gościa. Krótko mówiąc, gość miał naprawdę przerąbane, Alfie bardzo lubił swój kastet i nosił go ze sobą niemal zawsze, a uderzenie nim boli jak cholera, nie mówiąc o szkodach jakie wyrządza. Wystarczy by złamać komuś szczękę. Nic dziwnego, że koleś padł na ziemię. Alfons westchnął i mruknął pod nosem coś brzmiącego jak "mięczak", po czym podniósł za szmaty gościa i uderzył jeszcze raz. A na dokładkę jeszcze dwa razy, czy też trzy, sprawiające, że napaleniec pluł krwią. - Tak to się robi, skarbie - rzucił obojętnie, po czym na odchodne kopnął go między żebra. I tak miał obcy farta, że Alfie miał dobry humor, w innym razie skończyłoby się to znacznie krwawiej.

Alaska?

Od Alfiego c.d Alaski

Brak komentarzy:
Wyczuwał ten charakterystyczny zapach jego watahy, jednak był on bardzo słaby. On był człowiekiem więc nie wyczuwał tego tak dobrze jak w wilczej postaci, a i ona dużo mniej intensywnie pachniała. Poza tym bądźmy szczerzy, w tym smrodzie trudno cokolwiek wyniuchać. Czuł się jak w rynsztoku i był w stanie przez sam ten zapach dołączyć do rzygającego gościa parę metrów dalej. Niestety, wyostrzone powonienie ma wiele wad, takich jak ta. Bardzo romantyczna sceneria raczej nie wpłynęła pozytywnie na pożądanie, wybacz Alasko, a Alfiemu po butelce whisky nieco szumiało w głowie, a i świat był trochę nie na swoim miejscu. Choć nie codziennie seksowna wilkołaczyca zaprasza Cię do łóżka. Jej bezpośredniość rozbrajała go, no, dziewczyna się nie cackała, tylko od razu przeszła do rzeczy. Kąciki jego ust uniosły się w lubieżnym uśmieszku, choć jego myśli raczej można było zaliczyć do złośliwych. A i jedną wypowiedział, za co był niemal pewny, że oberwie w pysk. I to mocno.
- Wybacz, coś czuję, że nie jestem nawet w pierwszej setce facetów, którym to proponujesz. No a wiesz, nie chciałbym się czymś zarazić. - No i powiedział. Kto zdobywa nagrodę skurwiela roku? Gratulacje, Alfie! Kogoś jeszcze dziwi fakt, że nie ma dziewczyny? Często tak się zachowuje po paru procentach. Słodziak, co? Oczywiście nic do niej nie miał, jedynie był dupkiem. Tłumaczenie na szóstkę, wiem. Schował ręce do kieszeni i oparł się o ścianę, lustrując ją wzrokiem, a jego uśmiech nabrał jakiegoś podłego wyrazu.

Alaska?
Wybacz xd

piątek, 27 lutego 2015

Od Alfiego c.d Sama

7 komentarzy:
Gdy emocje rozrywają Cię na szczepy, a zły wilk z powieści starego Indianina wygrywa z tym dobrym, kiedy masz ochotę rozszarpać wszystkich na około lepiej usunąć się z planu. Dać opaść emocjom i po cichu uknuć dalszy plan. Nie zamierzał dalej dręczyć Ally, okazała mu uległość - i właśnie na to liczył. W chwili kiedy poczuł jej strach już wiedział, że znajduje się na wygranej pozycji i czerpał przyjemność z jej reakcji. Doskonale wiedział, że obawiała się go odkąd dołączył do stada. Był dla niej zagrożeniem. Silny, brutalny, agresywny z charakterem alfy, a Ally doskonale wiedziała, że potrafił również wykazać takie cechy jak bezwzględność, mściwość czy też okrucieństwo. Nie był zwykłym betą. Potrafił zastraszyć Ally zwykłą sztuczką stosowaną przez większość zwierząt, w tym ludzi. Stawał naprzeciw z kamiennym wyrazem twarzy i zimnym wzrokiem rzucał jej wyzwanie, patrząc prosto w oczy. Był wyższy - dodatkowa przewaga. Owszem, takie traktowanie wilka wyższej rangi nie było często widywane.
Jak już było wspominane, swój cel jeśli chodzi o młodą alfę osiągnął. Zmusił ją do ukazania uległości i wystarczyło do tego jedynie nieco siły perswazji. A oburzenia nowego wilka nie rozumiał. Doba feminizmu, haloo, same chcą być traktowane jak mężczyźni, nie mówiąc o tym, że Alfie nie traktował ulgowo kobiet. Szczerze, to nikt ze znanych mu wilkołaków tego nie robił. Nie byli ludźmi. Kobiety były równe mężczyzną.
Wyszedł by przemyśleć to wszystko. Ułożyć plan, choćby najgłupszy i najbanalniejszy. Ochłonąć. Miał zamiar zemsty, chciał pokazać temu dupkowi gdzie jego miejsce. Coś takiego nie zostanie wybaczone. On pewnie będzie Ally przez następne kilka miesięcy wypominać jedne spóźnienie i był w stanie nawet ją za to uderzyć, a co dopiero nie popuści tak jawnej prowokacji. Równie dobrze mógłby mu prosto w twarz rzucić wyzwanie, a na to on nie mógł pozwolić i to już nie chodzi o pozycję, a również o honor. A nawet nie wiecie co jest Alfie w stanie zrobić, by swój honor obronić. Przez myśli przewijały mu się różne pomysły. Od tych dość nieszkodliwych takich jak spranie tego aroganckiego śmiecia, przez łaskawe jak zagryzienie, po te wręcz chore, typu wyrwania mu rąk i kazania ich aportować. Tak, z nim nie da się nudzić, nawet wtedy, kiedy myślał jedynie o tym szczeniaku, co śmie się stawiać. Kim on właściwie jest?
Alfie siedział sobie na skałce, jedząc chrupki, które pewnie miało w sobie jakieś dwieście procent cukru. Jedząc? Mało powiedziane. Podrzucał je wysoko w górę, wy złapać je dokładnie do buzi. Naprawdę fajny sposób spędzania wolnego czasu. Dość szybko stwierdził, że niedaleko jest członek stada. Charakterystyczny zapach watahy - i wszystko jasne. Swoją drogą uśmiechał się złośliwie, mając satysfakcję z tego, że raczej pan Samuel nie jest zadowolony z racji posiadania na sobie zapachu innego faceta. Cóż, tak to jest w wilczym stadzie, a jako, że Alfie miał silniejszy zapach niż Ally, teren pachniał bardziej nim niż nią. Szach i mat.
Upss, zostało już wyjawione, któż to w jego stronę zmierzał. Alfie wstał i przywlekł się do niego, opierając się o jakieś drzewo, z rękami w kieszeniach i mierząc przeciwnika bacznym, zimnym wzrokiem i mając na ustach ten wredny, arogancki uśmieszek.
- Mam nadzieje, że przyszedłeś mnie przeprosić - powiedział, jak na razie będąc milutkim. Wbrew pozorom, nie denerwował się teraz, że Sam go lekceważy. Była to potężna przewaga dla Alfiego, niedocenianie przeciwnika to najgorszy błąd. Alfie nie był słabeuszem i miał jeszcze jedną cechę. Był jednym z gatunku tych, co w drogę lepiej nie wchodzić. Nie potrafił się wycofać i kąsać będzie aż do śmierci. Myślisz, że już nie da rady? Nie podniesie się? Odwróć się, a on zatopi w tobie kły. Po chwili bez odpowiedzi. - Jeśli nie, to się zdenerwuje. Nie chcesz mnie widzieć złego, kolego.
Podszedł do niego, dość blisko, nadal mierząc się spojrzeniem. Każdy o zdrowych zmysłach wycofałby się. Alfie był nieobliczalny. Mimo niepozornego wyglądu, lekkiej gadce i uroku jaki roztaczał, był psychopatą i socjopatą. Sam jednak zdawał się nie zauważać niebezpieczeństwa, jakby posiadał zupełny brak intuicji i instynktu samozachowawczego.

Sam?
Wybacz, że Wam się wcinam, ale sami wciągnęliście w to Alfa. 
Ostrzegam, że Alfie jest podstępny, a do słabeusza mu daleko, tak więc postaraj się nie potraktować go jak miękką kluchę. W końcu skoro jest betą musiał to wywalczyć, prawda? To o czymś świadczy.

wtorek, 24 lutego 2015

Od Alfiego c.d Hayley

Brak komentarzy:
Złośliwy uśmiech nie schodził z jego ust, kiedy obserwował jej oburzenie. Świetnie się bawił doprowadzając kobietę do białej gorączki, denerwując ją na wszelkie sposoby. Od podglądania - które swoją drogą było jedynie miłym bonusem - przez przedziurawienie kół, aż do uniemożliwienie złapania stopa, będąc wrzodem na tyłku. Wyjątkowo przeszkadzającym i uporczywym wrzodem, czego nie wynagradzała jej nawet ładna buźka. Co prawda nie była taka wyjątkowa, typowa twarzyczka niegrzecznego chłopca, łobuza, która jednak zachowała chłopięcy urok, jednak wyróżniał go fakt, że nie tracił go z biegiem lat. Cóż, przynajmniej zawsze mógł wykorzystać ją, przecież na niego się nie da gniewać, a przynajmniej każdy mu tak mówił, co wcale nie sprzyjało zmniejszenia jego arogancji. Jak na razie jego plan spełniał się w stu procentach. Szybka przemiana, włożenie na siebie czegokolwiek (przez co miał na sobie ciemne, wytarte, niedbale wciągnięte jeansy, trapery i czarną koszulę), znalezienie jej auta, przedziurawienie kół oraz pozbycie się zapasowych, poczekanie na nią i denerwowanie. Lubił takie zabawy.
- Owszem, jestem taki cudowny, a mój bat-mobil spoi niedaleko - powiedział i nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i ruszył do swojego samochodu. Z kieszeni wyjął koszmar dla nosa, którym jest fajka. Dym podrażniał wrażliwy zmysł powonienia, podduszając i zdecydowanie wdychanie go nie było zbyt przyjemnym przeżyciem, które było spotęgowane tojadem zmieszanym z tytoniem. Alfie był zdania, że słabości należy zwalczać, nawet te wrodzone, dlatego dodawał ten okropny składnik. Zamierzał uodpornić płuca na palony tojad, który coraz częściej jest używany przez łowców. Już i tak odniósł swój mały sukces i nie kaszlał przy takiej ilości, jaką miał w fajce teraz, ale za to usłyszał jak Hayley kaszle z tyłu. Uśmiechnął się złośliwie i odwrócił głowę w jej stronę, w miarę możliwości. - Przeszkadza Ci? - spytał, że niby troszczy się o nią, bla, bla, bla, co było do bólu oczywistą ściemą i graniem jej na nerwach. Zaciągnął się. Nie palił już od ładnych paru lat, co jest długą historią, więc nie będę jej opowiadać.
- Co to jest?! - wykrztusiła, nadal się dusząc okropnym dymem.
- Tytoń - odpowiedział obojętnie, po czym ponownie się zaciągając i patrząc się przed siebie. Kolejna porcja tojadu dotarła do płuc, katując je niemiłosiernie. - I tojad - dodał, skręcając z drogi w stronę polany, po leśnej, słabo wyjeżdżonej drodze, by po niecałej minucie dotrzeć do celu. Po środku stał czerwony kabriolet ze zdejmowanym dachem, do którego bez chwili wahania wszedł Alfie. Hayley zajęła miejsce koło niego, a on odpalił samochód. Czas na bardzo ważne pytanie. Tak oznaczało miłą pogawędkę. Nie: tragiczny koniec. - Należysz do tutejszej watahy?
Nie przyznawał się jeszcze do tego, że sam do niej należy.

Hayley?

niedziela, 22 lutego 2015

Od Alfiego c.d. Alaski

Brak komentarzy:
Uwielbiał się droczyć i trudno stwierdzić, czy to wada czy też zaleta. Zmierzył ją wzrokiem, udając, że się poważnie zastanawia nad jej propozycją. Randki według niego były zbędnymi potokami słów i słodyczy, w których się jedynie gra na zwłokę. Takie robienie apetytu przed kolacją. Durny wymysł romantyczek i autorek marnych romantyków.
- Hmm... nie - odpowiedział, jakby wcale ją nie podpuścił do zadania tego pytania. Cwaniak, co? Randki nie dla niego, wybaczcie drogie panie. Nie interesował się takimi rzeczami, on nie patrzył przyszłościowo, liczyło się dla niego jedynie to co tu i teraz się dzieje, tylko to go obchodziło. Spójrzmy na niego: nie ma pracy, mieszkania, swojego miejsca, nigdy nie miał dziewczyny dłużej niż dwa tygodnie, dużo pije, mało robi, nie ma wykształcenia, a jego odpowiedzialność jest na poziomie pięciolatka, albo i niższym. Owszem, na alfę by się nadawał, ale to tylko dzięki intuicji i instynkcie, który na razie zwyczajnie tłumił. Skoro on tak się przejmuje obecną chwilą, to powróćmy do niej zamiast spamić o jego umyśle, który nie jest zbyt skomplikowany. - Ja jestem dokładnie taki sam jak inni i jedyne co mnie interesuje to pozbawienie Cię majtek, ale miło, że pytasz. W każdym razie, moja odpowiedź brzmi nie. 
Rozbrajająca szczerość 2.0. Alfie był jedną z tych osób, co powie prosto w twarz co myśli i właśnie teraz to zrobił. Uśmiechnął się ponownie, zaczepnie i patrzył jej wyzywająco w oczy, jak zawsze ukazując swą dominacje. Typowy alfa osadzony w becie, a to ciekawe. W jego myślach niedługo potrwa taki stan, miał plany dotyczące wskoczenia szczebel wyżej w hierarchii, zrzucając aktualną alfę na sam dół, jednak na razie to bez znaczenia. Powróćmy do kwestii dobierania się do czyiś majtek. Czemu tego nie zrobił? Przecież on zawsze dostaje to, czego chce. Po pierwsze, chciał się z nią jeszcze podroczyć, potrzymać w niepewności, odrzucić ją. Po drugie, przez nią przerwał swoje "polowanie" więc miał prawo być zirytowany. Po trzecie, nie znał jej, nawet z widzenia nie kojarzył. Niestety, nieobecność w watasze przez tak długi okres czasu sprawiała, że nie znał nowych członków, więc nie miał pewności, czy ona jest jednym z nich czy może należy do konkurencyjnej watahy i po seksie nie chciałaby mu przypadkiem poderżnąć gardła. Albo przed, co kto woli, są różne fetysze, a bycie betą wiąże się z niebezpieczeństwem. To nie znaczyło, że się jej bał, wręcz przeciwnie, jednak wtedy byłby bezbronny i wyczerpany, a ona miałaby przewagę.

Alaska?

Od Alfiego c.d Hayley

Brak komentarzy:
Zjeżona sierść, odsłonięte kły w grymaśnym uśmiechu, niski warkot, sztywne łapy, podniesiony wysoko ogon. Okrążał ją powoli, bacznie obserwując każdy jej ruch, gotów się bronić. Wolał, by to ona pierwsza zaatakowała, by mieć okazję poznania jej sposobu walki. To byłaby niezwykle cenna wiedza. Tak jak myślał, tak i się stało: wilczyca go zaatakowała, a on z łatwością odparł atak, zaskoczony jej zuchwałością. Po co się tak piekliła? Nie wystarczyło pogadać, tylko musi od razu rzucać się obcemu do gardła? Pff. Alfie wcale nie był taki groźny.
- Wściekłaś się czy co? - spytał przewracając ślepiami. Chyba ktoś tutaj nie zna się na żartach. Zmierzył ją pilnym wzrokiem i usiadł sobie, co było oznaką nie tyle wyluzowania, ile pogardy. Doskonale wiedział, że był starszy i silniejszy, mógł z łatwością zatopić kły w jej gardle i trzymać dopóty dopóki jej ciało nie przestanie drgać. A jednak tego nie robił, kto normalny zagryza wszystkich na swoich drodze? Po drugie wystarczyłoby jedynie, żeby ją przewrócił na grzbiet, co jest komunikatem jasnym i ukazującym dominacje Alfiego. Był betą, wilkiem który szczerzy kły na niższych w hierarchii. To beta wymierza kary i przywraca do pionu osobnika, który postanowił podskoczyć w hierarchii. Atak Hayley na niego był wyzwaniem, które odrzucił. Nie miał ochoty dziś na przepychanki, nie traktował tego na serio, dlatego warkot ucichł, choć on sam nie spokorniał. Sam się nie przemieniał, kiedy on by był w postaci ludzkiej miała wielką szansę zadać mu poważniejsze obrażenia niż małe draśnięcia, które teraz przez gęstą sierść ledwie dojdą do skóry. Prędzej wolałby, by ona pierwsza to zrobiła, choć wiedział, że szanse są marne. Nie każda kobieta lubi stawać naga na przeciwko nieznajomego, a niestety, nawet najlepsze ubrania nie wytrzymują przemiany. Poza tym źle leżą na wilczym ciele.

Hayley?

Od Alfiego c.d. Alaski

Brak komentarzy:
Alfie to naprawdę dobrze dobrane imię dla bad-boy'a, co? Takie groźne! Wrrr. A mimo to lubił swoje imię, a raczej zdrobnienie od niego. Było krótkie, łatwe do zapamiętania i fajnie brzmiało, gdyby nie fakt, że wyzywają go od kotojada i Alfa z Melmak. Jednak miałby się przedstawiać "Alfons"? Może lepiej nie. W każdym razie, raczej nie był rozczarowany widokiem ów wilka, który stanął na jego drodze. Nie jest tajemnicą, że to kobieciarz, któremu tylko jedno w głowie. Bywało nawet tak, że przekładał to nad wszystko inne, bądź też nie mógł się skupić na walce, przez co nie raz oberwał od kobiety. Napalony idiota to doskonałe określenie i jak widać, jego sława wyprzedza jego samego. Jak to powiedział Rocky: nie zapamiętają ciebie, a opinię o tobie. W jego przypadku było to jak najbardziej zrozumiałe, plotki zawsze rozchodzą się błyskawicznie. Nawet wśród wilkołaków, jak widać. Przechylił głowę w bok, niczym nierozumny szczeniak i uśmiechnął się lekko. Alfie może i miał ładne oczy, buźkę też, jednak to uśmiech sprawiał, że kobietą miękły nogi. Co gorsze, wiedział o tym, przez co jego ego dosięgało nieba. Od dzieciństwa miał powtarzane, że rozumem nie grzeszy, więc musi zdać się na ciało. Swoją drogą, jaka nauczycielka tak mówi swojemu dziecku? Co prawda Alfie tępakiem nie jest, ale do geniusza mu daleko, jednak zauważył coś dziwnego w tej rozmowie, co zamierzał wypomnieć.
- Czyżbyś proponowała mi to dla tego, że jestem betą? - zapytał, unosząc prawą brew i w ogóle nie zwracając uwagi na rzygającego faceta w tle. Bardzo romantycznie, prawda? - Choć nie ukrywam, kusząca propozycja - powiedział, nieco nachylając się w jej stronę. Alfie jest bardzo łatwy, zaciągnąć go do łóżka to zazwyczaj żaden problem, o ile kobieta mieści się w jego skali urody, która swoją drogą jest dość obszerna. Zwilżył lekko górną wargę językiem, dalej obserwując ją, dalej brnąc w tą gierkę, w której jedyną zasadą jest to, że nie ma zasad, a wszelkie granice były przekraczane. I uwielbiał tą grę. Na razie był to dopiero początek, a zakończenie już było znane.

Alaska?

Od Alfiego

Brak komentarzy:
Alfie stronił od członków watahy, wolał chodzić własnymi ścieżkami, więc nikogo nie zdziwiło, że od dwóch tygodni nie pojawiał się w ich stronach. Owszem, był w mieście, jednak pragnął poczuć smak wolności, tak jak kiedyś. Dlatego ponownie wcielił się w samotnika, kiedy przemierzał ulice w poszukiwaniu tańszej bądź droższej rozrywki. Jego wesołe, zielone ślepia błądziły po budynkach i jarzących się, neonowych szyldach, a on sam kroczył pewnym, sprężystym krokiem po chodniku, z dłońmi w kieszeniach i podśpiewując pod nosem "it's my life". Klub do którego dziś miał zamiar wpaść, trudniący się najlepszym striptizem w mieście, dziś został niestety zamknięty. Najpewniej był nalot władz, którzy ujrzeli narkotyki bądź inne nielegalne działania tego miejsca, ale Alfie wiedział, że jutro ponownie drzwi będą stały otworem. Oni zawsze umieli się wymigać od odpowiedzialności. Tak jak on sam, tyle, że on wykorzystywał do tego urok osobisty i spryt. Zawsze udawało mu się wyjść cało z opresji, a co najważniejsze - bez niczyjej pomocy. Nie ciągnęło go do innych. Ani do wilkołaków, ani do ludzi, nie chciał mieć przyjaciół, stałej dziewczyny, rodziny. Nie pragnął posiadać bliskich, tak więc nie był w zażyłych relacjach ze swą watahą, choć ich lubił. Znaczy nie wszystkich, jednak znaczącą większość. Czemu więc nie spędzał z nimi czasu? Był typowym przywódcą, jakby się nie starał i tak się przyłapywał na pełnieniu funkcji alfy, a wcale nie polegało to jedynie na rządzeniu się.
Przeczesał włosy dłonią, wkraczając do jakiegoś baru, jednego z tych co przy barku siedzą starsi mężczyźni, zalewając smutki wysokoprocentowym alkoholem w akompaniamencie starych piosenek Iron Maiden. Usiadł pomiędzy nimi, zamawiając whisky i postanowił nieco się ponudzić, szukając jakiejkolwiek okazji do zabawy. Widocznie wybrał kiepskie miejsce - oprócz bójki o rozlane piwo nic się tutaj nie działo. Jak nuuuudnooooo. Szybka decyzja, jeszcze parę shotów i idziemy w miasto, by dobrze się bawić przez resztę nocy. I tak godzinę później, podpity i szukający wrażeń mężczyzna ponownie wylądował w mieście, jednak tym razem krążył po jego najbardziej imprezowej ulicy, niczym sęp czekający na jakąś okazję. Czujne oko wypatrywało ofiary, czyhając na bezbronną, samotną dziewczynę, którą mógłby dziś pozbawić tej niewinności, a rano zniknąć jak kamień w wodę, pozostawiając po sobie jedynie mgliste wspomnienie uwodzicielskiego uśmiechu, niskiego głosu i głodnych, zielonych oczu, naznaczając jej ciało malinkami. Był drapieżnikiem doskonałym: wiecznie głodnym i nie przepuszczającym żadnej okazji, zawsze dostając to, czego pragnie. Nie mógł wyładowywać emocji w inny sposób, morderstwami mógł się łatwo zdradzić, za to masowy podrywacz furory nie robił. I tutaj, w ludzkim świecie wypełniał swą powinność. Dominował innych jak alfa, dopadał ofiary jak sprinter, czasem działał w grupie - ze skrzydłowym, czyli naganiaczem. Każdy element jego życia idealnie pokrywał się z tym wilczym, jego dzikość była widoczna w każdym momencie jego życia. Dziś nie dane mu było zapolować, bowiem łowy przerwał inny wilkołak. Był z jego stada, przez co nie mógł tak zwyczajnie go zignorować i sobie pójść, ponieważ nie wypada. Pierw go wyczuł: wilczek stał pod wiatr. Westchnął głośno i postanowił sprawdzić ten trop. Dość szybko na swojej drodze spotkał...

Ktoś?
Layout by TYLER