Łowy i głód
nigdy się nie kończą
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deer. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Deer cd. Mickey'go

Brak komentarzy:
Słysząc zadowolony głos chłopaka, Deer podniosła się na łokciu i lekko przetarł twarz. Miała na sobie koszulkę chłopaka, w którą uprzedniego wieczoru wyatarła jego krew. Wyciągnęła ręce do góry by się przeciągnąć, poczuła jego ręce położone na jej talii.
- Królewno? - zaśmiała się cicho obracając do chłopaka.- Czy byłam aż tak dobra?
- Niewątpliwie - odpowiedział po krótkiej przerwie na pocałunek.
Deer uśmiechnęła się słysząc komplement i ponownie zatopiła swe usta w jego. Przewrócił ją na plecy i zaczął delikatnie łaskotać. Desiree wybuchła śmiechech i zaczęła głośno protestować, starając mu na ślepo oddać. Przez przypadek trafiła go w krocze, chłopak chcąc z niej zakpić opadł obok niej i zaczął biadolić. Mimo tego Deer wykryła jego podstęp i odrzekła głośno:
- Cóż... potrafię mocniej - zaśmiała się i z widoczną dumą położyła się obok niego.
- Jesteś aż taka okrutna? - zapytał udawając płacz.
- Widzisz? Trafiłeś na rudowłosą, a ta rudowłosa akurat jest bezlitosna - zaśmiała się.
Wtuliła się po chwili w jego bok, muskając palcami zarysowane mięśnie brzucha, które niezwykle się jej podobały.
Czy dobrze zrobiła że się z nim przespała? Czy po tym wszystkim po prostu o niej zapomni i zacznie żyć własnym życiem? 
Deer zerwała się nagle z łóżka.
- No żesz kur. wa mać! - złapała za leginsy i szybko je ubrała.
- Co się stało? - Alex postąpił tak jak Desiree. Jego ton wymagał wyjaśnień.
- Wyleją mnie... Na pewno mnie wyleją. - przecedziła przez zęby, dając znak ręką iż pożyczajego bluzę.- Zapomniałam o próbie generalnej, mam dzisiaj występ w teatrze. 
Złapała za jakiś ołówek, który spoczywał przy panelach i zapisała na desce swój numer i adres mieszkania.
- To wiesz... jakbyś chciał się spotkać... jeszcze - ostatni wyraz wypowiedziała niemal szeptem.
Wybiegła przez pokój do drzwi wejściowych, na schodach zauważyła rozespaną Lilu, która machnęła jej ręką na pożegnanie. Tuż za nią, z pokoju wyszedł już całkowicie ubrany. Widząc podejrzliwy wzrok dziewczynki, tylko przytulił Deer na pożegnanie. Zamykając za sobą drzwi rudowłosa usłyszała tylko głośne i równocześnie ciekawskie pytanie, skierowane wprost z ust dziewczynki:
- No i co? Przeleciałeś ją?
***
- Chyba odkrył pan moją tajemnicę, panie Smith - zielona długa suknia ubrana przez Deer na potrzeby sztuki, zafalowała wdzięcznie, kiedy zrobiłla ona krok do przodu. 
Rudowłosa dziewczyna zakryła swoje usta wachlarzem w łąbędzie i kwiaty lotosu i uniosła nogę, wyjmując spod halki rekwizyt rewolwera.
- A teraz musi pan za to zapłacić! - wycelowała w brodatego aktora.
- Stop, stop... Cho lera jasna! Desiree rybeńko jesteś stworzona do tej roli, ale proszę... Bądź bardziej kobieca - wykrzyknął scenarzysta w okularach, trzymając plik kartek scenariusza.- Zróbmy cięcie. Deer idź się przewietrzyć, ale tej kiecki nie ściągaj.
Dziewczyna niechętnie się zgodziła i uciekła szybko za kulisy. Złapała za telefon by sprawdzić czy czasem ktoś do niej nie dzwonił (oczywiście tym "ktosiem" był nikt kto inny jak Alex). Niestety żadnej wiadomości nie otrzymała, a że w schowku nie było ani jednej butelki z wodą została zmuszona udać się do najbliższego sklepu w stroju wiktoriańskich kobiet i w grubym koku. Niskość dziewczyny dała o sobie znać w markecie, kiedy to nie mogła dosięgnąć do wody mineralnej ukrytej na półce wyższej o około 10 centmetrów niż sięgały ręce Desiree. Ktoś się nad nią ułaskawił i podał jej wodę.
- Deer? Wyglądasz, wyglądasz jak...- odezwał się głos Kyle'a, który okazał się być jej wybawcą.
- Jak? Jak pniak drzewa? - obydwoje wyszli ze sklepu. - Daruj sobie to wszystko.
- Nie to miałem na myśli - uśmiechnął się lekko i przetarł dłonią kark.- Desiree błagam cię... Daj mi chociaż jedną szansę!
Deer doskonale wiedziała o co chodzi. Kyle, po prostu bez niej nie mógł żyć.
- Już ci to mówiłam, ja nie szukam chłopaka - odpowiedziała zdenerwowanym tonem i przystanęła na środku chodnika, czując na sobie ciekawskie spojrzenie turystów.
- Musisz być taka uparta? Deer ja naprawdę...
- Tak muszę być taka uparta. Jest tyle fajnych dziewczyn, widzę jak się za tobą oglądają, wszyscy to widzą a ty musiałeś sobie ubzdurać mnie! 
Kyle, złapał ją za nadgarstek, lecz ona szybko odtrąciła jego rękę.
- DEER! CZY TY NAPRAWDĘ NIE ROZUMIESZ ŻE CIĘ KOCHAM? -wykrzyknął głośno.
- Daj już spokój. - dzeiwczynie zaskliły się oczy.- Nie odzywaj się do mnie, mam cię dość!
Przyspieszyła nagle i widząc iż Kyle już za nią nie idzie spoglądnęła smutnym wzrokiem na komórkę.
Czy ona naprawdę jest taka podła?
Mickey?

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Deer cd. Mickey'go

Brak komentarzy:
- Następnym razem ubiorę jakiś ciuch sportowy... Może wtedy będzie ci łatwiej - zadrwiła z niego cicho.
Jego palce błądziły chwilę po jej ciele, po czym ponownie zatrzymały się na zapięciu czarnego stanika. No tak... Przecież Mickey to mężczyzna nie podda się zanim nie zrobi czegoś do końca. W tej sytuacji jednak mógł kompletnie się skompromitować, a Deer byłaby bezlitosna. Odgarnęła włosy do przodu, by nie przeszkadzały chłopakowi, który nadal nie mógł sobie z zapięciem poradzić. 
- Chyba mama nade mną czuwa... I ojciec zresztą też - zakpiła ponownie. 
Mickey, nie odpowiedział jej, był zbyt skupiony rozpracowywaniem skomplikowanej haftki. Desiree powolnym ruchem się do niego przytuliła, obejmując jego brzuch. Światło księżyca, zaczęło ją coraz bardziej pobudzać, dodatkowo zbliżała się wiosna. 
Ach ten czas kiedy rodzice wilkołaczych nastolatków zamykają ich w piwnicy, gdyż przestają już całkowicie racjonalnie myśleć. Dziewczynie jednak żadna nieprzyjemna sytuacja się nie pojawiła w czasie tego okresu kiedy kobiety są zupełnie tak napalone jak faceci. W wieku czternastu lat, rodzice zaobserwowali dziwne zmiany w jej zachowaniu, dlatego pozwalali jej (zresztą jej rodzeństwo także), ba rozkazywali, by nigdzie nie wychodzili. 
Niewątpliwie zaczęła zbliżać się wiosna. I to nie było spowodowane wilczymi hormonami, lecz wypadającą białą sierścią. Nie raz zapewniała przyjaciół, że przyprowadza psy sąsiadki do domu i się nimi opiekuje, dlatego jest u niej tyle sierści. Ale jak tu sobie poradzić kiedy owa starucha mieszkająca tuż za płotem posiada dwa czarne pieski rasy chihuahua, a twoi znajomi często ją widzą na dworze?
Deer gwałtownie się od niego odsunęła wypinając pierś i prezentując swoje wdzięki. Przygryzła lekko wargę, a widząc lekko zdziwioną i nieporadną minę chłopaka powiedziała głośno i stanowczo:
- Po prostu to ze mnie zerwij, a jak pokażesz mi na co cię stać i mnie nie zawiedziesz, może ci to darują. 
Złapała między palce lewe ramiączko i opuściła je w dół. Wiedziała, że wygląda cholernie ponętnie i Alexowi trudno będzie się pohamować. 
Mickey?

niedziela, 29 marca 2015

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Księżycowe światło, które wręcz nachalnie starało się wedrzeć do pokoju przez dość duże okna, oświetlało ich ciała. Deer przejechała ręką po jego klatce piersiowej i usiadła na nim okrakiem, twierdząc w myślach, że będzie to wygodniejsza pozycja.
- Rozumiem - nieco się rozchmurzyła, spoglądając na niego wzrokiem pełnym podziękowania i troski. 
- Czyli nadal nie masz zamiaru mnie przeprosić? - przejechał ręką po jej udzie, widząc iż dziewczyna całkowicie mu na to pozwala. 
Alex uśmiechnął się chytrym uśmieszkiem i uniósł brew do góry, zagryzając wargi. Jego dotyk specjalnie uspokałaj dziewczynę, czuła się dziwnie bezpieczna i zarazem podniecona.
- Nie - wyszeptała i zaśmiała się lekko, schylając głowę ku niemu. 
Ich usta ponownie się połączyły w słodki pocałunek. Ten całus był jednak widocznie bardziej odważny i chwilę w nim trwali, zanim znowu udało im się od siebie oderwać. Oczy dziewczyny zalśniły ekscytacją.
- Nie wiem czy ktoś ci to już mówił ale... Świetnie całujesz - uśmiechnęła się zadziornie i odważnym ruchem przejechała mu ręką po włosach.
- No wiesz, w końcu jestem betą - zaśmiał się głośniej.
- Czyli uważasz, że jesteś lepszy ode mnie? - skrzyżowała ręce na piersi ale tylko na chwilkę, by złapać go za ręce, które wędrowały po jej ciele.
W rzeczy samej Deer tylko chciała się nim pobawić, zobaczyć jaki jest. Ta noc nie miała się skończyć jednoznacznie, Desiree na razie nad sobą w pełni panowała. W pełni... 
- Och, dobrze, że mój ojciec tego nie widzi - wyszeptała i ponownie się nad nim pochyliły.
Musnęła kąciko jego ust, chłopak nie mógł wydusić przez nią ani słowa. Powolnym ruchem przewrócił ją na plecy, Deer wbiła mu swoje paznokcie w kark i przejechała nimi po jego koszulce. Do czego przecież mogą doprowadzć niewinne pocałunki i gesty, w których ukryte były emocje trudne do opisania? Kiedy pójdzie to za daleko, Deer to po prostu przerwie, prawda?
Mickey?

piątek, 27 marca 2015

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Jego dotyk i słowa tak bardzo uspokajały jej zabłąkaną duszę. Nawet nie spodziewała się, jego ruchu jednakże przeczuwała coś. W powietrzu unosiła się dziwnie gęsta atmosfera, trzeba było jakoś to rozładować. Jej ciało podążało za jego palcami. Uniosła się lekko kładąc jedną ze swoich rąk na jego klatce piersiowej. Ogniste włosy oplotły ciało Alexa, wtórując różowemu rumieńcowi, który pojawił się nagle na jej policzkach.
Czy chciała tego pocałunku, który zaraz miał ją dopaść? Tak naprawdę znała go kilka godzin ale... przecież nic złego nie robi. Przed jej oczami pojawił się obraz Kyle'a, który nic nie rozumiał. Nie rozumiał, że ona ma zasady. Gdyby się do nich nie stosowała zapewne już dawno temu by go po prostu przeleciała.
Ich usta namiętnie się połączyły, Mickey delikatnie pocałował kąciki jej ust. Deer zrobiło się gorąco, ścisnęła rękę w pięść, po czym złapała za końcówkę jego koszulki i przewracała ją i ugniatała między palcami. Ich pocałunek zakończył się po dłuższej chwili. Desiree spojrzała na niego swoimi wielkimi oczyma, miała lekko otwarte usta, które były jeszcze gorące od wcześniejszego pocałunku. Przejechał ręką po jej policzku, by poprawić kosmyk włosów. Na jego ustach pojawił się uśmiech. Dziewczyna opadła na niego, pozwoliła by objął ją rękami. Jej gorąca skóra tylko pokazywała jakie to było dla niej podniecające i niezwykłe.
- Przepraszam - wyszeptała dopiero po dłuższej chwili.
Mickey? c:

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Deer uśmiechnęła się szeroko, nie mogąc przestać się szczerzyć. Dziewczynka wprowadziła ją w dobry humor, brakowało jej tego. Szczerze powiedziawszy poczuła jakieś zakłopotanie i lekko się zarumieniła.
- Ech cóż... Głupia sytuacja - mruknęła, zasłaniając swoją twarz rękawem przydużej bluzy.- Rozumiem, że Alfie jest waszym przywódcą? Nie powierzyłabym komuś takiemu dziecka.
- Jednak na nim zawsze można polegać - odpowiedział po chwili, siadając z powrotem w fotelu.
Deer uśmiechnęła się do bruneta. Poczuła jakby znów wróciła w rodzinne strony. Do swoich przyjaciół, najdroższej rodziny i do... śmierci matki. Starała się natychmiastowo o tym zapomnieć, jednak przykra myśl nie chciała od niej odejść. W takich momentach szczególnie chęć zamienia się w wilka dawała o sobie znać. Skuliła się bardziej czując, że po prostu nie wytrzyma i wybuchnie płaczem. I jeszcze do tego sytuacja, która dzisiejszego wieczoru doprowadziła ją prawie do zawału. Kyle. Przecież nie może mu powiedzieć, że jest wilkołakiem to by było sprzeczne z jej naturą. 
Chwila ciszy wystarczyła aby dziewczyna wpadła w objęcia Morfeusza. W kącikach jej oczu pojawiły się mało widoczne łzy. Światło lampy padło pod kątem na jej włosy, które teraz jakby płonęły. Z rozpaczy, smutku i dziwnej tęsknoty. 
Marzeniem jej było wtulić się w matkę, usłyszeć jej bicie serca. Chociaż na chwilę zapomnieć o tym, że tak naprawdę nie żyje. Chłopak zauważył, że z ich rozmowy już nic nie wyniknie. Nie chcąc by dziewczyna gniotła się na fotelu, złapał ją delikatnie w ręce. Jej głowa odchyliła się do tyłu, ukazując gamę ognia na włosach. Przeniósł ją do pokoju obok, gdzie położony był materac, a w kącie położonych było kilka narzędzi i panele. Ułożył ją delikatnie na posłaniu, miał zamiar odejść, ale palce dziewczyny zacisnęły się na jego koszulce. Jej słodkie usta wypowiedziały melancholijnie kilka słów.
- Błagam nie idź...
Z zamkniętych powiek wydobyło się kilka lśniących łez, które spłynęły po jej policzku.
Wesoła Deer zdjęła swą maskę. Czy taka była naprawdę? Wiecznie smutna, obwiniająca się i nie mająca czasu na radość?
Kto to może wiedzieć? Żelazna uśmiechnięta maska zatrzymywała jej prawdziwe oblicze.
Mickey? Przytul xd

czwartek, 26 marca 2015

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
- To jasne jak słońce - wymruczała cicho, delektując się zapachem gorącej czekolady, która wręcz pochłonęła całą jej uwagę.- Chociaż... 
- Chociaż co? - uniósł brew do góry, jakby zaraz miała powiedzieć coś niebywale głupiego.
- Prędzej twoja wilcza forma zaatakowałaby mnie niż ja ciebie. Urodziłam się jako człowiek lecz wychowałam w watasze wilkorów - usadowiła się wygodniej i przykrywając lekko zmarznięte nogi kocem.- Kiedy para alfa takich wilków jak moi rodzice doczeka się potomstwa czoło, ręce, nogi i plecy kilkumiesięcznego dziecka smaruje się wilczą jagodą. Może to i niedorzeczne, przecież roślina ta w całości jest trująca, chociaż na szczenięta działa inaczej. Roślina zawdzięcza swoją nazwę chłopom, którzy już za czasów średniowiecza, widzieli jak niektórzy, posądzeni o wilkołactwo i czarodziejstwo, ludzie je zbierają. Watahy tak jak ta, która należała do mojej kochanej matki i ojca, musiała pilnować swoich interesów, dlatego we wczesnym wieku życia noworodka prowokowano przemiany. Wilczy owoc powodował uspokojenie hormonów odpowiadających za wilkołactwo i ich przebudzenie. Krócej, dzieci mające kilka miesięcy zamieniały się po części lub całkowicie w wilkołaki. Przyzwyczajano ich do bólu oraz uczono samokontroli. Wilkołaki, które nie wiedzą, że nimi są zazwyczaj przemieniają się w okresie dojrzewania, między dziwiątym a rzadziej piętnastym szesnastym rokiem życia. Hormony lykantropów toczą walkę o byt z ludzkimi, dlatego jest to takie bolesne i pozbawione jakiejkolwiek kontroli - odłożyła kubek i zaczęła pokazywać ową "bitwę" na swoich rękach uderzając palcami o palce i wydając bojowe dźwięki.-Wilcza jagoda nauczyła mnie, że mogę się kontrolować. 
- Czy to co mówisz w ogóle jest możliwe - popatrzył się na nią dziwnie, nie kryjąc cienia uśmiechu rozbawienia.
Wyskoczyła z koca jak poparzona, spojrzała na niego z wyrzutem i zacisnęła rękę w pięść.
- Nie wierzysz mi? Ha! To się przekonasz patrz! Nikt nie potrafi zrobić tak jak ja!
Deer znacznie odsunęła się od foteli, stanęła na przeciwko dużych i szerokich drzwi prowadzących na taras. Oświetlało ją jedynie marne światło świecące się naprzeciwko. Po szybie spływał z mozołem deszcz, jakby był zainteresowany wyczynem, którego miała przedstawić rudowłosa. Zatrzymanie transformacji wymagało nie lada skupienia, jej ciałem wstrząsnął nagły spazm, włosy na głowie lekko się podniosły jakby zaraz miały się zmniejszyć i wybielić kształtując wilczą głowę. W rzeczywistości przemiana została skupiona tylko na samych wilczych uszach, toteż nie było pretekstu do spowodowania jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu dziewczyny.
- No i co? Jestem kotkiem - zaśmiała się, dumnie unosząc głowę.
- Czy ty upadłaś na gło... - Mickey wstał jakby miał zaraz ją zbesztać (faktycznie to co zrobiła było wręcz absurdalne) jednak nie dokończył swojej kolejnej groźby, którą Deer potraktowałaby zasadą "reguły są po to by je łamać!"
W drzwiach stanęła mała dziewczynka, światło lampy oświetlało jej różową piżamę w serca. Z niepokojem wpatrzyła się w rudowłosą dziewczynę z uszami na głowie i tylko cicho szepnęła lekko przestraszonym tonem: "Alex!"
- O to twoja córka? - spytała Deer i uśmiechnęła się szeroko, machając do niej.
Mickey?

wtorek, 24 marca 2015

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Dziewczyna uśmiechnęła się starając dodać mu chociaż troszkę otuchy. Wiedziała, że jeżeli będzie się dopytywać nie wyjdzie jej to na dobre. Może kiedyś Mickey będzie chciał z nią porozmawiać. Może kiedyś...
- Super! Nie mogę się doczekać - ponownie wesoło się uśmiechnęła i obydwoje wyszli z budynku.
Suchy wiatr uderzył w ich ciała, nagie gałęzie drzew poruszyły się melancholijnie. Spojrzała w górę, widząc wspaniałe nieskazitelnie granatowe niebo i połyskujące od gwiazd. Łatwo było wywnioskować, że jutrzejszy dzień zapowiadał się ciepło i słonecznie. Deer nie chciała zamienić się w wilka, zainteresowała się osobą, która zaprosiła ją do owej watahy. Szli chwilę w milczeniu, ciemność spowiła ich ciała. 
- Więc... Czy BB to główna siedziba waszej watahy? - spytała.
Mimo wyostrzonych zmysłów nie mogła skupić się na drodze, ostrożnie stąpała po ścieżce usianej kamieniami. 
- Dokładnie tak - powiedział.- Niedawno przeszedł remont.
Z racji tego, że poprzedniego wieczoru dziewczyna ćwiczyła i uczyła się tekstu do nowej roli (oh jakże wspaniale być dublerką Julii w sztuce "Romeo i Julia"...) i przeznaczyła na naukę prawie całą noc, teraz była śpiąca. Tok myślenia Deer pokierował ją na stronę "Im szybciej tym lepiej". Bez uprzedzenia zamieniła się w średnich rozmiarów białego wilka wilka. Wydała z siebie niski pomruk by zatrzymać chłopaka. Bez żadnych problemów i on zamienił się w lykantropa, rozumiejąc że pod tą postacią będzie o wiele szybciej. Poruszyła głową by prowadził i zamachała ogonem, uśmiechając się po "wilczemu". Od razu wyczuła różne zapachy lasu. Uniosła głowę do góry smakując czyste i świeże powietrze napełnione po brzegi wspaniałymi aromatami. Ruszyli szybciej w stronę lasu, Deer biegła tam gdzie prowadził ją chłopak. Obydwoje na chwilę przystanęli jakby coś zaraz miało się stać. Niebo przecięła błyskawica, tuż za nią potężny grzmot. czyżby pierwsza wiosenna burza? Desiree wzdrygnęła się słysząc w dali niepokojąco znajomy dźwięk. Jakby wilcze wycie, pozbawione słów i emocji wołające kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje. Strzygła chwilę uszami po czym widząc narastającą uwagę Mickey'ego na dźwięk dochodzący z lasu, ruszyła przodem. Wiódł ją teraz węch, który miała niemal doskonale wyostrzony. Wyłapała ciekawe zapachy, nawet wilcze mieszające się z ludzkimi ale także prawie znikomy zapach prochów strzelniczych. 
- To już chyba niedaleko - pomyślała, czując jak coś delikatnie uderza ją w ciało.
Deszcz.
Mickey?

poniedziałek, 23 marca 2015

Od Deer c.d Mickey'a

Brak komentarzy:
Czy tylko ta rudowłosa szczupła osóbka o prawie białej cerze, miała takiego pecha? Fakt faktem wilcze ciało zapanowało nad nią do tego stopnia by szukać "swojego". Od kilku miesięcy nie widziała żadnego lykantropa, jedynie wsłuchiwała się w ich pieśni. Im bliżej było pełni tym bardziej musiała panować nad sobą by nie zamienić się w wilkołaka. Było to na tyle trudne, że zadawała sobie ból. 
Dzisiejszego wieczora usłyszała specyficzny głos, jakby pełen rozpaczy i goryczy, doprawiony samotnością. Głos tego chłopaka. Instynkt nakazał jej znaleźć jednego ze swoich, a że zbliżała się pełnia przeczucia nie dało się zatrzymać. Niewiele przyduża szara bluza ułożyła się doskonale na jej szczupłym ciele, Deer poczuła zapach dziewczyny. W starej szopie, unosiło się dużo wymieszanych w sobie wilczych zapachów, jednak zdekoncentrowana dziewczyna nie mogła się skupić i ich przestudiować. Według jej odczuć lepiej może wpierw się przedstawić, ale nie miała za złe manier chłopaka.
- Jestem Deer - wyszeptała po chwili. 
Usłyszała ciche brzdąknięcie strun w gitarze, od razu w duchu się uśmiechnęła. Gitara? Super!
- Mickey - odpowiedział krótko i zwięźle, widać było że jej nie ufa.
Czy to przez te rude włosy? Desiree nadal rozbawiona poprzednią sytuacją zaśmiała się cicho, chłopak spojrzał na nią pytająco. 
- Przepraszam - zachichotała cicho, osłaniając rękawem twarz. 
Po chwili jednak jej śmiech przeistoczył się we smutek, sytuacja z Kyle'm ją doszczętnie dobiła. Dlatego woli być wilkiem. Może zapomnieć o tych wszystkich rzeczach, które starają się jej poderżnąć gardło na każdym kroku. Zastanawiała się czy złośliwie i kpiąco odpowiedzieć na jego pytanie, ale "leżącego" się nie kopie. 
- Czy, czy tutaj jest więcej wilkołaków? - zapytała i jak gdyby nigdy nic, usiadła na ziemi, wpatrując się w dziurę w dachu, która zastąpiona była dużym oknem. Na niebie migotały spokojnie gwiazdy, które Deer po prostu uwielbiała.
- Więcej to znaczy? - głos chłopaka stał się podejrzliwy, co ją lekko wystraszyło.
- Czemu płaczesz - uderzyła w sedno.
Skoro nie chciał odpowiadać na jej pierwsze pytanie, postanowiła się nie wychylać i z grzeczności zapytać co się tak właściwie dzieje.
Mickey?

niedziela, 22 marca 2015

Od Deer

Brak komentarzy:
- Erwi jesteś okropny! - krótkowłosa blondyna zaśmiała się głośno czując ciepłe usta swojego ukochanego na szyi.
Brunet w okularach zawtórował jej śmiechem.
- Jak dzieci - w drzwiach stanęła ognisto włosa dziewczyna. 
Światło lampy oświetliło jej twarz. Stała uśmiechnięta, opierając się o stojak na wieszaki trzymając w ręce rekwizyt miecza.
- Zazdrościsz mi Deer - blondyna odsunęła się chłopaka i podeszła do stolika łapiąc za niewielką, niebieską torebkę.- Idziemy dzisiaj wieczorem do klubu ja, Erwin, Annie, Kyle i Luke. Mam za zadanie wyciągnąć cię z nami. Na prośbę Kyle'a.
Rudowłosa Desiree słysząc to imię lekko się wzdrygnęła. Miała swoją zasadę, nie chciała jej łamać. 
- Ech, no cóż... Szczerze powiedziawszy - zaczęła lecz przerwał jej chłopak o imieniu Erwin.
- Desiree daj już sobie spokój. Masz 20 lat to czas kiedy możesz się wyszaleć. Nie zgrywaj niedostępnej, bo staniesz się starą dziewicą z kotem.
- Erwin - blondyna go upomniała, chociaż dobrze o tym wiedziała, że brunet ma rację.
- Rozmawialiśmy już na ten temat - Deer zmieniła ton na lekko zdenerwowany. Nikt nie miał prawa jej rozkazywać.- Po prostu nie znalazłam nikogo odpowiedniego. Ale... dobrze pójdę z wami.
- No i super, to do wieczora - uśmiechnięta blondyna podbiegła do rudowłosej i pocałowała ją w policzek.
***
Na ten wieczór nie chciała ubierać się wyjątkowo. Nie obchodził ją chłopak o imieniu Kyle, ani żaden inny. Dlaczego? Bo miała zasady. Bo była wilkołakiem. 
Wyciągnęła z szafy niechętnie czerwono-czarną koszulę w kratę i czarne spodnie, by kontrastowały ze sobą. Zrobiła kilka kresek nad swoimi niebieskimi oczyma, poprawiła także rzęsy, zrobiła wysokiego kucyka. Rude włosy oplotły jej szyję i ramiona, jak ogień muskający wosk, sprawiający że topi się on w męczarniach. 
Była jak ogień - gorąca ale i zarazem chamska, nie znająca granic, łamiąca zasady dziewucha o rudych włosach. 
Czekała na nią cała ekipa. Mercii, Erwin, Annie i Luke. Kyle stał z boku, miał na sobie krótkie czarne spodnie i bluzkę na ramiączkach w kolorze moro. Szatyn spoglądnął w jej stronę i uśmiechnął się lekko. W jego oczach Deer zauważyła błysk zadowolenia. Znała go doskonale, od dwóch lat byli dobrymi przyjaciółmi. Chłopak jednak chciał by doszło do czegoś więcej, jednak zawsze Desiree miała jakieś "ale". Wszyscy roześmiani ruszyli w stronę rynku, Deer i Kyle szli z tyłu.
- Wszystko ok? - spytał szatyn spoglądając na jej słodkie usta.
- Jak najbardziej - ucięła rozmowę.
Przystanął na chwilę i szepnął cicho jej imię. Kilka kroków dzieliło ich od siebie i bariera Deer. Podszedł bliżej ujął w dłonie jej twarz. Desiree zaparła się nagle, poczuła jak po jej ciele przechodzi dreszcz, kiedy przejechał ręką po jej biodrze. 
Źrenice dziewczyny rozszerzyły się nagle. Melancholijny, śpiewny głos wydobywający się z czyjejś wilczej krtani, obiegł jej głowę. Odsunęła się od Kyle'a gwałtownie, głośno zasapała. 
Wilkołak.
Tak dawno nie słyszała głosu jednego ze swoich.
- Przepraszam - wydała z siebie cichy jęk i zaczęła biec w przeciwną stronę.
Wybiegła z miasta na leśną dróżkę, gdzie jej ciałem szarpnęła wilcza forma. Białe futro mknęło przez las zatrzymało się dopiero p kilku minutach. Uwolniła wilczy głos unosząc głowę w górę. Instynkt nakazał jej wołać lykantropa.
Ktoś?
Layout by TYLER