Łowy i głód
nigdy się nie kończą
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Od Sama CD. Alfiego

Brak komentarzy:
Jedynym pozytywem, który wyciągnął z bycia rannym, była krew zalewająca mu oczy i naderwane ucho, które częściowo uniemożliwiały mu oglądanie przemiany Alfiego. Słyszał tylko jego jęki, a kątem okaz zarejestrował powykręcane kończyny, ale nie było to bardzo straszne. Martwił się teraz o siebie. Rana na krzyżu uniemożliwiała podniesienie się, krew zalewająca oczy z rany na głowie w znacznym stopniu utrudniała widoczność, a prawe ucho nie działało. Krwotok utrudniał mu świadome odbieranie świata.Wiedział tylko, że Alfie zniknął, uprzednio mówiąc "To była dobra walka." i zaśmiewając się do rozpuku. Dziwny z niego koleś, to fakt.
Przewracając się na bok poczuł, że coś uwiera go w udo. Sięgnął zdrową ręką do kieszeni i zobaczył telefon. Trochę pogruchotany, ale jest. Musiał kogoś zawiadomić, że leży w środku lasu z pogruchotanym obojczykiem. Cóż, padło na Ally. Wiedział, że będzie wściekła, ale nie miał wyboru. Nie zadzwoni przecież do znajomych z planu, bo to ludzie. Zaczną się niewygodne pytania i kolejne serie polowań na wilki. A na to pozwolić nie mógł.
Postrzępionym rękawem nieuszkodzonej ręki otarł oczy i zaczął szukać w smartfonie numeru Ally. Z trudem poruszał palcem, więc kilkakrotnie musiał próbować przycisnąć zieloną słuchawkę. Kiedy to mu się udało, legł na plecy, włączył głośnik i położył sobie telefon przy lewym, nieuszkodzonym uchu.
Pierwszy sygnał. Drugi. Trzeci i czwarty. Piąty. Szósty.

- Świetnie. - warknął z trudem, ale w tym momencie odebrała nakręcona Ally.
- Nie dzwoń do mnie! Daj mi spokój ty pieprzony... - Sam przerwał jej sykiem, który wydobył się z niego, kiedy delikatnie spróbował przełożyć ranioną rękę.
- Teraz moja kolej, pani alfo... - mruknął. - Zdaję sobie sprawę, że nie chcesz mnie znać. Świetnie, masz do tego prawo. Ja z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że żałuję i przyznać ci rację, że jestem zwykłym idiotą. - zamroczenie było coraz większe, zdążył tylko wydukać jeszcze jedno zdanie - Zresztą już niedługo nie będziesz się musiała ze mną użerać, z Alfonsem być może też. Pa. - może to dziewczęce, ale stracił tyle krwi,że po prostu zemdlał.

<Ally?>

środa, 4 marca 2015

Od Sama c.d Alfiego

Brak komentarzy:
" Kochaj wszystkich. 
Ufaj niewielu. 
Bądź gotów do walki, ale jej nie wszczynaj. "

Stara zasada jego ojca. Dlatego Sam nie rzuciłby się na Alfiego pierwszy. Poza tym, gdyby to zrobił, jeszcze bardziej podważyłby jego autorytet, a to zrobił już chyba wystarczająco wyraźnie. Prawdą jest, ze nie był przygotowany na aż tak nagły atak, więc zdziwił się, kiedy poczuł jak jego obojczyk przeszywa potężny ból połamanych kości.

"Podejdź do walki jak do idei opanowania woli."

Zachował spokój i nie panikował. Kopnięciem w brzuch, wymierzonym tuż poniżej żebra likantropa, zrzucił go z siebie. Delikatne poruszenie uszkodzoną ręką utwierdziło go w tym, że Alfie doskonale wie, gdzie uderzać. Patrzył spokojnie na Alfiego, gotującego się do kolejnego natarcia.

"Zapomnij o zwyciężaniu i przegrywaniu; zapomnij o dumie i bólu."

Wyciszył pulsujący w głowie sygnał przesyłający informację o uszkodzeniu. Zapomniał o bólu i skupił się na przeciwniku. Liczyła się każda sekunda, każdy ruch musiał być wymierzony idealnie. Alfie ponownie skoczył na Sama.

"Istotą walki jest sztuka poruszania się."

Zwinnie usunął się na bok, pozwalając wylądować przeciwnikowi z dala od niego. Nie zmieniał się jeszcze w wilka. Na to przyjdzie odpowiednia pora. Beta nie dawał za wygraną, a Sam czuł, iż kolejny unik nie ma szans na powodzenie. Co jak co, ale Alfie trochę go rozpracował. Podobnie jak on jego.

" Pozwól przeciwnikowi by zadrasnął ci skórę, a ty wedrzesz się w jego mięso; pozwól mu by wdarł się w twoje mięso, a ty połamiesz mu kości[...]" 

W momencie kolejnego skoku likantropa, Sam błyskawicznie przeobraził się w wilka i podbiegł do przodu, nie zważając na ból i niesprawną łapę, w taki sposób, iż Alfie przeskoczył nad nim. Kiedy lądował, chwycił mocno szczękami za jego staw skokowy w tylnej lewej łapie. Zacisnął, szarpnął i puścił. Przeciwnik opadł na ziemię, ciężar ciała niechybnie przenosząc na uszkodzoną łapę, w wyniku czego i on złamał sobie kość. Różnica między piszczelem a obojczykiem nie wydawała się teraz tak wielka. Najgorsze było to, że oba wilki nie zamierzały łatwo się poddać.

[...]pozwól mu połamać ci kości, a ty od­bie­rzesz mu życie. "

Sam nie zamierzał zabijać Alfiego. Dlatego nie rzucał się do jego gardła. Jego celem była w tym momencie druga łapa napastnika. Bez możliwości poruszania się beta nie będzie miał jak go zabić. Poza tym, nie ukrywajmy, utrata krwi zawsze skutkuje osłabieniem. Claflin był silniejszy od Weasela, ale mniej wytrzymały. Można więc powiedzieć, ze szanse były wyrównane. Alfie po raz kolejny zaatakował patrolującego, który szybko czmychnął trochę dalej od kłów bety. Temu jednak udało się chwycić mężczyznę za ogon. Poczuł, jak jego rozpęd i siła szczęk tamtego rozrywają dość delikatną skórę ogona. Kolejne źródło upływu krwi. Świetnie.

" Nie troszcz się o swo­je „wyjście cało” – złóż przed nim swo­je życie. "

Nie miał już nic do stracenia. W swojej desperacji ostro zawrócił i chwycił za drugą tylną łapę przeciwnika, tym razem nie zamierzając szybko puścić. Szarpał i zgrzytał zębami, rozrywając strukturę ścięgna i trąc zębami po kości. Poczuł jak w odwecie kość jego ogona zaczyna pękać, więc również ścisnął szczęki jeszcze mocniej. obie kości pękły naraz, a wilkołaki ze skowytem wypuściły części ciała swoich napastników. Oboje nie byli w stanie dłużej walczyć, co więcej utrzymać się w wilczych postaciach. Wrócili więc do ludzkich ciał, a widok nie był za ciekawy. Sam miał rozorany obojczyk, połamana kość sterczała z rany, a na krzyżu miał paskudnie krwawiącą ranę. Policzek pokryty był krwią, ucho nadszarpnięte, a oko spuchnięte. Alfiemu widać było rozerwane ścięgno, a z piszczela w drugiej nodze również wystawała złamana kość. Tylko wrogo mierzyli się wzrokiem. Nie mogli zrobić nic innego. Alfie nie był w stanie ustać na nogach, w końcu przerwane ścięgno w jednej i złamanie w drugiej to nie były lekkie rany.Sam z kolei był oszołomiony nagłą utratą krwi, która zalewała mu oczy. nie słyszał nic na prawe ucho. 
Pewne było również to, że sami nie są w stanie nigdzie pójść, a takie rany nie mogły zagoić się w wilkołaczym tempie bez interwencji lekarza.

"A czy jest coś głup­sze­go niż dla nie wiado­mo ja­kich przyczyn roz­poczy­nać taką walkę, z której obie stro­ny zaw­sze więcej mają stra­ty niż zysku? "

<Alfie? xd>

niedziela, 1 marca 2015

Od Sama CD. Alfiego

Brak komentarzy:
Kiedy jesteś skonsternowany, inni mogą uznać cię za nieświadomego swojego położenia i niedoceniającego przeciwnika. Albo stwierdzić, że nie masz instynktu zachowawczego. Sama zawsze bawiła taka opinia o nim. Zwykle ktoś, kto w ten sposób o nim myślał, przegrywał potyczkę. Doskonale wiedział, że przy becie musi zachować ostrożność i uwagę, więc tym trudniej było mu powstrzymać uśmiech na widok sposobu, w jaki myślał o nim Alfie. W oczach bety było widać pogardę, ale nic sobie z tego nie robił. W jego oczach widniała taka sama, jeśli nie większa, w stosunku do mężczyzn wyżywających się na kobietach. Przed dołączeniem do watahy zaczerpnął informacji o ich członkach, w szczególności przywódcach i wiedział, że pod niepozornym wyglądem Alfiego skrywał się nieobliczalny wilkołak.. Nie zamierzał jednak ulegać komuś, kogo nie darzy szacunkiem. I vice versa.
Odwzajemnił spojrzenie i nie cofnął się. Gdyby i on uległ, Alfie miałby władzę nad całą watahą. Z pewnością większą i stabilniejszą niż, Ally, młoda alfa, która niepewnie czuła się jeszcze na swoim stanowisku.
- Zastanawia mnie, dlaczego to robisz. Jakbyś czerpał przyjemność z nękania słabszej od ciebie istoty. To zupełnie, jak delikatne dźganie szpilką motyla. Czemu po prostu nie obalisz Ally? Dużo prostsze wyjście, nie sądzisz? Po prostu zabić alfę i mieć na własność watahę. - Sam był spokojny i opanowany. Skupiony na przeciwniku, gotów wychwycić nawet najmniejszy, z pozoru nieszkodliwy ruch.
- Proste sposoby nie zawsze są skuteczne. - Alfie uśmiechnął się złowrogo.
- No tak, zapomniałem. Zapewne gdyby nie Ally, wataha nie miałaby członków.  Większość pewnie unikałaby stada, w którym rządzi damski bokser.
Alfie warknął ostrzegawczo, a jego oczy zalśniły w świetle księżyca. Sam również nie mógł dużej powstrzymywać wściekłości.
- Nie masz pojęcia, co cię czeka, hm? Myślisz, że tak łatwo będzie ci wygrać z betą? Sam zapracowałem na to miejsce. To o czymś świadczy, kolego.
W momencie, kiedy oboje mieli rzucić się na siebie, dobiegła do nich Ally. Zdyszana stanęła między nimi i położyła im dłonie na klatkach piersiowych. Zupełnie, jakby nagle nabrała odwagi. 

<Ally?>
Sam też do najsłabszych nie należy, a już na pewno nie jest ignorantem :P

piątek, 27 lutego 2015

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Z niedowierzaniem patrzył na rozgrywającą się przed nim scenę. Ally, alfa stada jest tak traktowana przez betę? Przez betę?! Aż w nim zawrzało i miał ochotę rzucić się na Alfiego, bo z tego, co wywnioskował, tak basior się nazywał, i wbić kły w jego szyję. Alfę jak alfę, ale kobietę?! Co za... Kuchenna szmatka! Czy kuchenny szmatek, co w tym wypadku bardziej pasuje. Zaczekał jednak do końca spotkania.
Wszyscy wyszli, został tylko Alfie, Ally i on, z czego beta nie był zadowolony.
- Możesz wyjść, nowy? - warknął niegrzecznie Alfie. - Muszę porozmawiać z Allyson.
- Porozmawiać? - w Samie na nowo wybuchła wściekłość. - Już widziałem, jak z nią rozmawiasz.
- Chłopcy, proszę... - zaczęła niepewnie Ally. Niepewność była jej zgubą.
- Cicho! - Alfie spojrzał groźnie w jej stronę. - Kim ty jesteś, że tak mówisz do bety, co aktorzyno? Pstryknięciem palca mogę zrobić z ciebie omegę.
- A kim ty jesteś, żeby tak zwracać się do alfy, panie beto?
- Nie prowokuj mnie.
- Nie zamierzam. Chcę tylko, żebyś wiedział, iż jesteś zwykłym chamem i podróbą mężczyzny. To jest kobieta! Wykorzystujesz jej niepewność, by mieć większy wpływ na stado! Może i jest młoda, ale nie sama. Jeśli stado dowie się o twoich planach...
- Wtedy cię zniszczę.
- Nie zrobisz tego. - wtrąciła się Ally. Stanęła obok Sama i położyła mu rękę na ramieniu. Alfie chyba zrozumiał, że o ile z każdym z osobna miał szansę wygrać pojedynek, o tyle z dwoma wilkami kiepsko by sobie poradził.
- Przeze mnie się spóźniła i jestem gotowy ponieść za to konsekwencje. Co nie zmienia faktu, że nie będziesz traktować jej w ten sposób!
Beta nie odpowiedział. Po prostu wyszedł trzaskając drzwiami.
- Miła odmiana. Nie kłócił się do końca. - mruknęła nieco żartobliwie Ally, ale zaraz spochmurniała. - Zdajesz sobie sprawę, że on ci teraz nie odpuści?
- Nie dbam o to.
- A powinieneś. Sam, on naprawdę może cię zniżyć do omegi. On ci nie... - nie dane jej było dokończyć, bo Sam zamknął jej usta pocałunkiem. Delikatnym, czułym pocałunkiem.
Kiedy zorientował się, co zrobił, z niepokojem otworzył oczy i spuścił głowę.
- Przepraszam. - wydukał i po prostu wyszedł.

<Ally?>

czwartek, 26 lutego 2015

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Patrolował teren pod postacią wilka. Tak było szybciej i bezpieczniej. Słyszał lepiej, czuł więcej, a wzrok był w stanie wypatrzeć ewentualne pułapki. Znalazł kilka wnyk, które po kolei rozbrajał, żeby nikt się na nie w przyszłości nie natknął. Nudne zajęcie pokrzepiała myśl o wspólnie spędzonym wieczorze z Ally. Nie mógł się doczekać, co przy dłuższym przyglądaniu można było zauważyć, lecz do ziemi ściągała go myśl o jego odpowiedzialności. Jeśli nie przebada terenu dokładnie, może narazić kogoś z watahy, a tego by nie chciał.
Najpierw usłyszał przeraźliwy krzyk, chwilę później poczuł zapach krwi. Głos był tak samo przerażający, jak wtedy, u niego w domu. Od razu wiedział, że to alfa, urocza dziewiętnastolatka, znowu wpakowała się w kłopoty.
Nie była daleko, jakieś 1,5 mili od Sama, więc w błyskawicznym tempie dotarł do dziewczyny. Schował się za krzakami i szybko włożył na siebie ubrania, które miał w torbie( torbę miał założoną przez ramię nawet jako wilk. Może to dziwne, ale to po prostu Sam.).
Podszedł do alfy i do jego nozdrzy dotarł intensywny, obrzydliwy zapach krwi. Sam widok kostki ugrzęzłej we wnykach nie budził w nim jakiegoś obrzydzenia, strachu. Chodziło o zapach.
- Jejku, coś ty zrobiła dziewczyno? - spytał, rozrywając koszulkę i kucając obok wnyk.
- Nie widać? -warknęła głosem przesyconym bólem dziewczyna. - Znalazłam wnyki.
- I próbowałaś je unieszkodliwić, wkładając do nich nogę? Pomysłowe. Zaciśnij zęby, może boleć. - zawiadomił, po czym chwycił za obie strony pułapki i rozchylił. Dziewczyna szybko zabrała nogę, a Sam puścił szczęki, w ostatniej chwili zabierając palce. Wziął materiał oderwany od koszulki i zrobił opaskę uciskową. Oderwał kolejny i posłużył się nim jak bandażem.
- I co teraz? - spytała cicho.
- Zapowiada się ciekawa droga powrotna. - uśmiechnął się szeroko i podniósł Ally, jak książęta noszą księżniczki.

***

3 mile później siedzieli w domu Sama, popijając herbatę. Rosie oczywiście siedziała u boku Al, która z niecierpliwością zaglądała do rany, by sprawdzić, czy już się zagoiła.
- Nie możemy zrobić nic normalnie? - Sam westchnął teatralnie, uśmiechając się szeroko. - Ty to masz szczęście.
- Raczej pecha.
- Czekamy aż się zagoi i ruszamy na koncert.

***

Sam nigdy nie bawił się tak dobrze. Żałował, że koncert upłynął tak szybko. Udało im się wcisnąć do jednego z pierwszych rzędów. Miał nieco obolałe barki, od trzymania na baranach Al, która nie była wysoka i wdrapanie się na Sama było konieczne, jeśli chciała coś zobaczyć, ale wydawało mu się, że dziewczyna jest coraz swobodniejsza w jego towarzystwie. Teraz stał przy aucie i czekał na jej powrót z łazienki.

<Ally?>

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Spojrzał na nią, unosząc prawą brew.
- Czyżby starość cię dopadała, młoda, a raczej stara, damo? - mruknął z ironią.
- Młody się odezwał. - rzuciła przez zaciśnięte zęby. - Byłbyś tak miły i mnie naprostował?
- Co proszę? - mruknął zdziwiony.
- Złap mnie za ramiona i pociągnij do tyłu, panie mądry.
Jak chciała, tak zrobił. Podszedł do niej od tyłu, chwycił delikatnie za ramiona i pociągnął. Starał się nie zrobić tego mocno. Coś chrupnęło i Ally stękając wróciła do właściwiej pozycji. Sam puścił jej ramiona i podszedł do Rosie gryzącej poduszkę.
- Za to, mała łobuziaro, lecisz do ogródka.
- Daj spokój, to jeszcze szczeniak. - stanęła w obronie suczki alfa. Odebrała ją Samowi i odłożyła na ziemię. Psina szybko czmychnęła z pokoju.
- Sojusz kobiet. Nie cierpię tego.
- Idź się umyć. Śmierdzisz.
- No wiesz co! Żeby tak obrażać gospodarza! - udawał oburzenie Sam, ale posłusznie poszedł w stronę swojej łazienki. Ally również skierowała się do tej w swoim pokoju, by zmyć z siebie ślinę zwierzaka.

***

Spotkali się w kuchni. Nie była duża. Zabudowana jasnym drewnem z przyjemnie wyglądającą lodówką.
- Zostały ci jeszcze dwa dni zwolnienia, byłbym zaszczycony, gdybyś zechciała spędzić je wraz ze mną. - uśmiechnął się, ukazując dołeczki.
- A co chcesz robić? - spytała, odwzajemniając uśmiech.
- Najpierw śniadanie. Później spacer z małym rozleniwionym szczeniakiem zwanym Rosie. Patrol, czy myśliwi odeszli. A wieczorem... Koncert.
- Koncert?
- Imagine Dragons grają u nas w mieście. Dostałem dwa bilety. To jak będzie? - puścił jej oczko.

Ally?

wtorek, 24 lutego 2015

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
- Wiem, Ally. - przytknął jej głowę do swojej. - Ale chcę.  - popatrzył na dziewczynę, która powoli zaczynała się uspokajać. - Nie zamierzasz iść spać?
- Nie byłabym w stanie teraz zasnąć...- mruknęła.
- Czyli rozumiem, że czeka nas nieprzespana noc? - rzucił żartobliwie Sam, na co dziewczyna odpowiedziała mu z właściwym dla siebie skonsternowaniem. Chłopak zorientował się w porę, że po raz enty wyraził się dwuznacznie i dziwnie. - O matko... Znowu... Nieważne. To może jakiś film, hm?
- Co proponujesz? - Ally sprawiała wrażenie nieco rozluźnionej. Powoli chyba zapominała o przerażającym koszmarze.
- Jakiś twój ulubiony film?
- Hm... "Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia"? - uśmiechnęła się łobuzersko.
- Sadystka. - mruknął żartobliwie Sam. - Jak zobaczę, że śmiejesz się z mojej roli, to zginiesz  z łap Rosie. Idę po coś do jedzenia.
- Kto to Rosie? - zawołała w stronę oddalającego się chłopaka, ale odpowiedź na jej pytanie właśnie wdrapała się na łóżko i wygodnie ułożyła  na jej kolanach.


***
Skończyło się na nocnym maratonie wszystkich części "Igrzysk Śmierci", które dotąd zostały nagrane. Nim się spostrzegli nastał ranek, słońce przebijało się przez zasłony zaciągnięte na okna w pokoju gościnnym. Oba wilkołaki spały obok siebie, a na laptopie leciały właśnie napisy końcowe "Kosogłosa". Rosie wstała, przeciągnęła się ledwo utrzymując równowagę i zasygnalizowała szczeknięciem, że chce na spacer. Ale Ally i Sam spali jak kamień. Mała suczka ciągnęła ich za uszy, włosy, lizała po twarzach i rękach - bez skutku. Posunęła się więc do najbardziej radykalnego sposobu. Przeskoczyła na klatkę piersiową Sama, z gracją właściwą szczeniakowi kucnęła i zrobiła siku, ostentacyjnie kopiąc łapkami w koszulce ofiary.
Sam zerwał się z dezorientacją, prawie zrzucając pieska na ziemię. W ostatniej chwili ją złapał i odstawił na łóżko.
- Kurczę, Rosie! Nie mogłaś chwilę zaczekać?! - krzyknął chłopak, budząc przy okazji Ally, która orientując się w sytuacji wybuchła serdecznym śmiechem.

<Ally? Moja wena płata figle>

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Słysząc przeraźliwy krzyk dochodzący z sypialni dziewczyny błyskawicznie pobiegł tam i ostrożnie uchylił drzwi. Zrobił to, żeby nie zostać zaskoczonym przez ewentualnego przeciwnika. Jednak zobaczył tylko, a może aż, zapłakaną i przerażoną Ally.
- Sam... - szepnęła. Jej głos był tak przesycony strachem i bezradnością, ale i ulgą. Czegoś się bała, a on nie wiedział, jak jej pomóc.
Powoli podszedł i wspiął się na łóżko, tuż obok niej. Nie wiedział, czy powinien, lecz mimo wszystko delikatnie objął dziewczynę, która wyglądała teraz jak krucha, porcelanowa laleczka, mogąca zbić się przy mocniejszym dotyku. Przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej i głaskał po głowie.
- Już dobrze... Wszystko w porządku, Al...
- Łowcy... Myślałam, że to oni... Byli tutaj... - mruknęła cicho, powstrzymując łzy.
- To tylko sen, Ally, głupi sen. - Delikatnie pociągnął dziewczynę i wspólnie oparli się o ramę łóżka. Wziął kołdrę i zarzucił alfie na ramiona. Mimochodem z zadowoleniem zobaczył, że ma na sobie jego koszulkę.
- Strzelali... Ty też dostałeś... Dzisiaj, rano. Pamiętasz?
- Tak. To zwykli myśliwi. Nie stąd, pomylili tereny, które im wyznaczono. Już tu nie wrócą. Spokojnie... - serce mu pękało na widok tak rozklejonej Ally. Znał ją jeden dzień, ale już wiedział, że nie dałby jej skrzywdzić nikomu. - Jestem tutaj, nic ci nie grozi. Nie dam cię skrzywdzić...

<Ally?>

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Znał ją niecały jeden dzień, a już wpadł po uszy. Była przeurocza. Przejmowała się wszystkim, nawet bardziej niż powinna, była taka... Pomocna, zaradna, nieco niezdarna, co tylko dodawało jej uroku. Nie mógł powiedzieć, że to uczucie było nie wiadomo, jak wielkie, choć nie chciał ukrywać faktu, iż Ally go zauroczyła. Miała jednak tylko 19 lat, a on nie chciał się narzucać, w końcu nie wiedziała, jakby go odebrała. Zapewne uważałaby go za jakiegoś zboczeńca lub materialistę, chce się z nią spotykać, bo jest alfą. Co to, to nie! Sam takiego zachowania nie znosił i nigdy nie zachowałby się w podobny sposób. Za swój obowiązek uznał jednak, aby zatrzymać dziewczynę przed samobójczym pomysłem. W ostatniej chwili prześlizgnął się obok niej, zamknął drzwi i złapał za klamkę. W spojrzeniu dziewczyny pojawił się zalążek strachu, co chłopak szybko spostrzegł i postanowił zniwelować.
- Nie tak to miało wyglądać... - mruknął, uśmiechnął się przepraszająco i puścił klamkę. Nie odsunął się jednak od drzwi. - Bynajmniej nie pozwolę ci w takim stanie pójść i odstraszać ludzi. Raczej nie zrobiłabyś piorunującego wrażenia. - dziewczyna uspokoiła się, spojrzała jednak z lekką irytacją na patrolującego.
- Nie mam czasu... Nie pozwolę im hasać swobodnie tuż pod moim nosem. Przepuść mnie. -  złapała klamkę i pociągnęła, co nie dało żadnego efektu, zważywszy na różnicę wzrostu, płci i wagi.
- Nie. - uśmiechnął się, znów przepraszająco. - Chociaż... Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Nie pójdziesz łapać myśliwych, tylko przyjmiesz moje zaproszenie.
- Jakie znowu zaproszenie?
- Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi: mieszkam niedaleko i zdecydowanie panują u mnie bardziej komfortowe warunki do odpoczynku, niż tutaj.
- Nie mam czasu na odpoczynek. - mruknęła.
- Już masz. Ja się zajmę intruzami. Ty się wyśpisz, zrobisz kawę...
- Muszę iść do pracy...
- I chcesz jeszcze ścigać intruzów? Oszaleję. Masz telefon?
- Co to za pytanie? - irytacja Ally ustąpiła miejsca zdziwieniu.
- Masz?
- Tak.
- A numer do pracy?
- Też. Ale po co mi...
- To dzwonisz i prosisz o 2 dni zwolnienia. Zważywszy na twoją ciężką pracę zgodzą się na pewno.
- Ale...
- No już, dzwoń. - dziewiętnastolatka posłusznie wyciągnęła telefon.

***

Ally rozglądała się po skromnym, ale przytulnym wnętrzu domu Sama. Po krótkim spacerze (2 km) po lesie była rozluźniona, aczkolwiek zmarznięta.
- Ale tutaj jest... ładnie... - dziewczyna wyraźnie chwilę zastanawiała się nad określeniem domu.
- Spodziewałaś się wielkiego, nowoczesnego domu? - spytał rozbawiony Sam.
- Mniej więcej. - znowu uśmiechnęła się w swój uroczy, nieśmiały sposób.
- Okej. Prosto i na lewo jest pokój gościnny. Jest kominek, drewno obok, tylko musisz rozpalić. W szafie jest kilka moich koszulek i jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, jeśli nie czujesz się zbyt speszona, możesz użyć jednej z nich jako pidżamy. Na ile dni dostałaś zwolnienie?
- Trzy.
- Świetnie. Jesteś tu mile widziana, jak każdy członek watahy. Już nie wspomnę o tym, że jesteś alfą i moim obowiązkiem i przywilejem jest dbać o twój należyty stan. W pokoju są drzwi do łazienki, możesz z niej korzystać do woli, kuchnia jest po drugiej stronie korytarza. Odpoczywaj, ja idę pozyskać trochę informacji. - uśmiechnął się i poszedł na górę, do swojego pokoju.

***

- Ally? - zawołał Sam, zaglądając do pokoju dziewczyny. Widząc, że śpi, zrezygnował z jej budzenia i poszedł do kuchni. Cieszył się, że myśliwi to nic groźnego i po prostu pomylili wyznaczony dla nich teren. Już nie raz spotkał się z taką sytuacją. Jutro już ich nie będzie, znajomy prawnik Sama skutecznie poinformował mężczyzn o skutkach prawnych grasowania na prywatnym terenie.

<Ally?>

Od Sama CD. Ally

Brak komentarzy:
Sam wpatrywał się w dziewczynę z konsternacją. Wiedział, że musi szybko udzielić odpowiedzi, lecz potrzebował czasu, by zebrać wszystkie informacje w całość. Reakcja Ally go zaskoczyła, nie spodziewał się po niej takiego zachowania. Mimo wszystko, w jakiś sposób mu tym zaimponowała. Troszczyła się o swoje stado. Zadawane pytania były konkretne, dziewczyna od razu zaczęła myśleć o swoich podwładnych. Nadawała się na alfę.
- Spokojnie... - mruknął w pamięci szukając wszystkich ważnych informacji.
- Jak mogę być spokojna?! - oburzyła się Ally wstając - Na moim terenie grasują mysliwi a ja nic o nich nie wiem!
- Dobrze, rozumiem... Gdybym wiedział wcześniej o watasze, dałbym ci znać...
- Nieważne. - ucięła temat Ally.
Chłopak siłował się z bandażem na ręce który po chwili udało mu się zerwać. W miejscu rany widniał już tylko czerwonawy ślad który wkrótce zmieni się w bliznę.
"Alaska zrobi mi tam jakiś tatuaż. " - pomyślał.
Wstał, skrupulatnie złożył koc podniósł stołek i odszedł w stronę kuchni ciągnąc alfę za sobą. Zajrzał do lodówki, gdzie znalazł tylko mleko i jajka. Wyciągnął je, znalazł mąkę olej, cukier, patelnię, talerze i syrop klonowy jeszcze ważny i zabrał się za robienie amerykańskich pancakes'ów, odpowiadając jednocześnie na zadane wcześniej pytania.
- Z tego, co wiem to zwykli myśliwi. Są tu od ok. tygodnia, może dwóch. Naliczyłem 14. Mają zwykłe sztucery i dubeltówki, raczej nie mają pojęcia o istnieniu wilkołaków. Ustrzelili już dorodnego daniela i kilka dzików, wilków szukają dla futer. Nie wiem, skąd są, choć rejestracje ich aut wskazują na Alaskę. Alaskę, jako krainę, nie naszą Alaskę. Myślę, że mogę coś zdziałać, wiesz, mam kontakty w prawniczym świecie. Wilki są pod ochroną. - zmarszczył brwi, gdy o czymś sobie przypomniał. - Masz tu może jakąś koszulkę? Trochę mi chłodno. - uśmiechnął się szelmowsko, podając dziewczynie talerz z naleśnikami.

Ally?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Sama c.d Ally

Brak komentarzy:
Ponownie zamknął oczy, gdyż nie był w stanie utrzymać ich otwartych.
Jeszcze nim całkowicie otrząsnął się z otępienia, jakby z oddali doszedł do niego delikatny, dziewczęcy głos. Powoli i głęboko wciągnął powietrze i poczuł delikatny zapach kawy, którym zwykle pachnie jego ulubiona kawiarnia. Co z tego, że sieciówka i drogo. Cenił Starbucks'a za dobry personel i pyszną kawę. Poza tym, bądź co bądź był aktorem. To nie pieniędzy mu brakowało.
- Słyszysz mnie? - tajemniczy głos znów ponowił pytanie o samopoczucie. Dopiero wtedy Sam uświadomił sobie, iż jego powieki wciąż pozostają zamknięte. Otworzył więc oczy, walcząc z ogromnie silną ochotę na ponowne zapadnięcie w sen. Kiedy obraz nieco mu się wyostrzył, zobaczył niską, ale szczupłą brunetkę, na której twarzy malował się najsłodszy i najpiękniejszy nieśmiały uśmiech, którego pozazdrościć mogła nawet Jeniffer Lawrence. Przypomniał sobie, jak razem z nią śmiali się z Josha, kiedy nie mógł prawidłowo wypowiedzieć swojej kwestii. Dźwięczny śmiech aktorki zabrzmiał w jego uszach, a przed oczami pojawiła się uśmiechnięta Jen. Odgonił od siebie wspomnienia i ponownie popatrzył na siedzącą obok dziewczynę. Tak, zdecydowanie miała piękny uśmiech, zresztą sama również była piękna. 
Nagle uświadomił sobie, że wciąż nie odpowiedział na jej pytanie.
- Dobrze... Tak myślę... Ale co się właściwie stało? - dziewczyna skierowała wzrok na jego zabandażowane ramię. Powędrował za jej wzrokiem i wszystko sobie przypomniał. Ramię zaczęło pulsować i ból znów dawał się odczuć. Stęknął cicho i usiadł niezgrabnie.
- Znalazłam cię przed wejściem. Więcej niestety nie wiem. - mruknęła w odpowiedzi.
- Tak, tak. Już sobie przypomniałem. Chyba się już przedstawiałem, ale bynajmniej nie był to odpowiedni sposób, z tego co mi się wydaje. Jestem Sam.
- Ally. Wspominałeś coś o...
- Łowcach. Myśliwych. Tak, z dnia na dzień są coraz bliżej. Mieszkam niedaleko, więc obserwuję przyjezdnych. Bez wątpienia na coś polują...

<Ally?>

niedziela, 22 lutego 2015

Od Sama

Brak komentarzy:
Jaskrawe promienie słońca przebijały się przez zamknięte powieki Sama,spokojnie odpoczywającego na werandzie. Światło było tak natarczywe, że biedny chłopak był zmuszony w końcu otworzyć oczy. Zrobił więc to, jednocześnie elegancko wstając, by zaraz z gracją się przeciągnąć. Szeroko otworzył usta i potężnie ziewnął, a jego język ułożył się w kształt malej łopatki do piasku( to jedna z cech, które mimo ludzkiej formy zostały mu z wilka). Na zakończenie rytuału poprawił rękami włosy i poszedł na przechadzkę po okolicy. Chciał zbadać nowy zapach, który ostatnio pojawił się niedaleko Siedziby. Strasznie go to męczyło.
Początkowo wędrował wzdłuż piaszczystej drogi, nieświadomie starając się iść jak najciszej. Poranne powietrze wypełniało jego płuca, dając mu siłę i orzeźwienie na rozpoczynany właśnie patrol. Takie poranki należały do ulubionej formy patrolu terenów. Uwielbiał przemierzać pokryty śniegiem las, patrzeć na nieśmiało wychodzące zza białej pierzyny przebiśniegi.
Kiedy uznał, że jest już dość daleko od swojego domu, sprawnie przemienił się w wilka. Uwielbiał zimą hasać po lesie, zwłaszcza, iż białe futro ułatwiało mu kamuflaż.
Zatrzymał się, gdy tylko usłyszał strzał. W wilczej postaci częściowo tracił swoje ludzkie "ja", więc zareagował, tak jak typowy, zwykły Canis Lupus. Postawił uszy, żeby wychwycić dźwięk.
Ktoś się zbliżał.
Chciał uciec, ale nie mógł przecież nikogo wpuścić na teren watahy. Zwłaszcza, jeśli byli to Łowcy.
usłyszał szelest w krzakach za nim i obrócił się w momencie, kiedy przybysz wystrzelił pocisk.
***
Pamiętam, jak bezsilny leżałem na śniegu. Mały, rubinowy punkcik, pulsujący ostatkiem życia, marznący, otoczony przez wilki. Zatapiały we mnie swe kły, szarpały moje ubrania, wgniatały mnie w śnieg, czerwony od mojej krwi. Osłaniały mnie przed najmniejszą cząstką ciepła, jakie dawało mi słońce. lód połyskiwał na ich kryzach, tak obfitych i majestatycznych.
Oddechy drapieżników przybierały zmatowiałe kształty, które natychmiast zawisały w mroźnym powietrzu. Zapach ich sierści, piżmowy i ziemisty, przywodził mi na myśl mokrego psa i woń palonych liści; był zarazem przyjemny i przerażający.
Z każdą chwilą ich pyski były coraz bliżej pulsujących krwią żył na mojej szyi.
Mogłem krzyczeć, lecz nie krzyczałem. Mogłem walczyć, mogłem je przepędzić, lecz tego nie zrobiłem. Po prostu leżałem, wpatrzony w intrygujące oczy tych stworzeń. Nie byłem w stanie zrobić choćby najmniejszego ruchu, pozwalałem, by robiły to, co robią.
Coraz więcej agresji.
Coraz więcej bólu.
Coraz więcej strachu.
A później przyjdzie spokój.
Myślałem tylko o jednym. Z całych sił, wytężając swój umysł, próbowałem przypomnieć sobie, jakie to uczucie, gdy człowiekowi jest ciepło.
Potem wilki jeszcze bardziej zacieśniły krąg. Podeszły zbyt blisko. Dusiłem się nie mogłem złapać oddechu. Coś zdawało się trzepotać i wyrywać z mojej piersi.
Nie było światła nie było słońca. Umierałem. Nie byłem w stanie przywołać do siebie obrazu błękitnego nieba.
Lecz nie umarłem. Dryfowałem, zagubiony w morzu zimna, by powrócić nagle do świata, odrodzić się w świecie ciepła.
Powstać w innym ciele.
Stałem się wilkiem, zdolnym do niemożliwych rzeczy. Zmienił się odbiór świata, moje postrzeganie go. Byłem silniejszy, zwinniejszy.
Już nie byłem sobą.
To mój początek, początek końca.
Nie wiem, co będzie dalej.

***
"Przeklęci myśliwi"- zaklną w duchu Sam.
Z trudem przemierzał las. Początkowo, w wilczej formie, nie zdawał sobie sprawy, że został postrzelony. Dopiero w momencie, kiedy jego ciało było zbyt wyczerpane, by zostać w formie wilka, zmuszony był przejść bolesny powrót to stanu człowieczego. Z jego ramienia obficie lała się krew. Sama rana nie była bardzo groźna, ale duży upływ krwi już tak.
Swoją drogę znaczył czerwonym tropem, niezwykle łatwym do zauważenia na białym śniegu. Był na siebie zły, bo teraz każda istota będzie w stanie go odnaleźć.
Na szczęście siedziba była blisko. Praktycznie doczołgał się do drzwi, które otworzyła mu, jak mniemał, alfa watahy. Na jej twarzy ukazał się wyraz zaskoczenia i troski. Pomógł mu wejść do środka.
- Jestem... Sam...
- Ally.
- Myśliwi... Grasują po lesie... Wilki są w niebezpieczeństwie...
Chwilę później osunął się w mrok.

Ally?
Layout by TYLER