Łowy i głód
nigdy się nie kończą
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mickey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mickey. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Mickey'go cd. Deer

Brak komentarzy:
- Zabawne. - mruknął pod nosem odnośnie komentarza na temat ubioru. Popatrzył na Deer, uważnie mierząc ją wzrokiem. Zauważył, że ma ochotę troszkę z niego podrwić, wiec zastosował się do jednej z zasad Alfiego - "Nie wahaj się. W końcu to ty ją przelecisz w razie czego, nie ona ciebie." Dlatego po rostu zerwał z niej stanik i zajęli się czym mieli zająć.
***
Tym razem przeszkadzało im światło słońca, które dopiero co wzeszło.
- Cześć królewno. - rzucił, widząc, że Deer już nie śpi.

Deer?

niedziela, 29 marca 2015

Od Mickey'go cd. Deer

2 komentarze:
Alex miał już dość tego księżyca. Czuł się, jakby robił mu na złość i z drwiną patrzył na ich poczynania. W dodatku była pełnia, więc intensywne światło księżyca namawiało go do przemiany. Na szczęście miał to wyćwiczone, więc z łatwością powstrzymywał się od wskoczenia w wilcze futro. Przymrużył oczy, kiedy blade światło nie pozwoliło mu na widzenie wyraźnie. Kiedy dziewczyna wbiła paznokcie w jego kark, poczuł ciepłą ciecz spływającą po szyi. Deer też ją poczuła, bo natychmiast ściągnęła ręce i wytarła je, oczywiście o jego, koszulkę.
- Och, nie chciałam. - wydukała. Sam zbytnio nie przejął się tą raną, likantropie zdolności zaraz zaczną działać i przy odrobinie szczęścia nie zostanie po nich nawet blizna.
- Daj spokój. - rzucił uśmiechnięty, wycierając kroplę, która zaczęła spływać po jego jabłku Adama. - Zaraz się zagoi. - dodał, po czym pocałował wilczycę po raz kolejny. Zaraz jednak na jego twarzy pojawiła życzliwa konsternacja i  z udawanym wyrzutem oskarżył Deer.
- Nie przeprosiłaś mnie! - popatrzył na nią swoimi oczyma.
- Mówiłam, że nie mam zamiaru, panie beto. - uśmiechnęła się złośliwie. - Czas się przekonać, kto jest lepszy. - przywarła do niego wargami, namiętnie i mocno całując. Było to niezwykłe uczucie dla obu stron, dlatego dopiero, gdy zabrakło im tchu zmuszeni byli ustąpić.
- Zwracam ci honor, rudzielcu. Chyba wygrałaś. - oba likantropy jeszcze poszerzyły swoje uśmiechy.
Usiedli na łóżku i ściągnęli koszulki. Alex cicho się zaśmiał, widząc jak dziewczyna patrzy na jego delikatnie zarysowane mięśnie brzucha. Wyciągnęła rękę i delikatnie po nim przejechała.
- Co, za małe? - jego prawy kącik ust powędrował do góry.
- Mogą być. - wyszczerzyła zęby Deer. - Przestań zachwycać się swoją masą mięśniową i jeszcze mnie pocałuj. - Zrobił, jak mówiła, sięgając jednocześnie do haftek jej stanika. Nie zaprotestowała, ale widząc, jak chłopak skupia się na rozpracowaniu zapięcia, mimowolnie wybuchnęła śmiechem.
- Marnie mi to idzie. - rzucił, z wyrazem skupienia na twarzy. W świetle księżyca Deer z łatwością zauważyła jego rumieńce zakłopotania.

sobota, 28 marca 2015

Od Mickey'go cd. Deer

Brak komentarzy:
Popatrzył na nią zdziwiony, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który sam nasuwał się mu na twarz. W końcu nie wytrzymał i wybuchł serdecznym śmiechem. Deer popatrzyła na niego zdziwiona.
- Przepraszasz mnie za to, że cię pocałowałem? - popatrzył na nią sympatycznym i czułym wzrokiem. 
- Ja... Tak właściwie... - zaczęła, lecz nie dane było jej skończyć, bo Alex znów się odezwał.
- Wiesz... W sumie to fajne uczucie, jak ktoś cię przeprasza. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Co? Co masz na... - ponownie nie pozwolił jej skończyć, tym razem zamykając jej usta kolejnym pocałunkiem. Deer oparła głowę na poduszce, a beta wsparty na dłoniach nachylił się nad nią.
- Czekam na przeprosiny, rudzielcu. - jego kąciki cały czas wykrzywione były w szerokim uśmiechu.
- Słucham?! - zirytowała się dziewczyna.
- Nieładnie. Betę powinno się przepraszać. - rzucił żartem i po raz trzeci zetknął swoje wargi z jej. Tym razem Deer nie dała się zaskoczyć i przewróciła Mickey'go na plecy, kładąc się na brzuchu na jego klatce piersiowej. Chłopak położył ręce na jej talii, wcześniej odrzucając rude włosy ze swojej twarzy. Były piękne i idealnie odwzorowywały charakter dziewczyny. Delikatnie przesuwał swoje dłonie po jej plecach, po czym oboje popatrzyli sobie głęboko w oczy.
- Mam nadzieję, że wiesz, iż nie zrobię nic, czego nie będziesz chciała. - powiedział, poważniejąc. Jego oczy zalśniły w świetle księżyca wpadającym przez okno, a kryła się w nich powaga i troska.

Deer?

piątek, 27 marca 2015

Od Mickey'go cd. Deer

Brak komentarzy:
Czy to się działo naprawdę? Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą tryskała energią i optymizmem nagle stała się bezbronna jak Lilu. Czyżby tak bardzo brakowało jej bliskości, że zmuszona była to stworzenia maski dla siebie samej. Nie obchodziło go to teraz. Zbyt bolało, kiedy patrzył jak cierpiała...
- Dobrze, nigdzie się nie wybieram. Puść moją koszulkę, dobrze? - delikatnie chwycił ją za nadgarstki, które w końcu zwolniły uścisk  i bez słowa wsunął się pod kołdrę obejmując ramieniem dziewczynę.Przytuliła się do niego i położyła swoją głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w rytmiczne bicie serca. Alex gładził ją ręką po głowie, mrucząc cicho słowa pocieszenia. Deer jednak nie była w stanie zasnąć. Patrzył więc w jej niebieskie oczy, podziwiając jej urodę, a także charakter. Była inna niż wszystkie do tej pory spotkane dziewczyny. Trochę taka jak on. Dlatego to zrobił. Chwycił delikatnie podbródek dziewczyny i powoli zbliżył swoje usta do jej.

Deer? Skończyło się nie tylko na przytulasie :D

Od Mickey'go cd. Deer

Brak komentarzy:
Spojrzał zdziwionym wzrokiem na Deer jednocześnie podnosząc małą Lilu. Zdumiewające jak bardzo zmienna i inna była ta mała. Przed chwilą wydawała się wystraszona, a teraz machała radośnie do dziewczyny, której właśnie wyrosły wilcze uszy.
- Córka? Nieee... Jak już to młodsza siostra. - uśmiechnął się lekko, czochrając małej włosy. Wyraźnie dawała sygnał, że chce zejść na ziemię więc ją postawił, a ona wystartowała jak rakieta, by zaraz przytulać się mocno do jednej z nóg Deer.
- Mickey mnie adoptował, bo byłam inna niż tamte dzieci. - mruknęła wesoło i wdrapała się na fotel, gdzie przed chwilą siedziała Deer. - Zobacz, ja też tak umiem. Zacisnęła powieki, a na jej twarzyczkę wystąpił wyraz skupienia i już po chwili w pokoju były dwie dziewczyny o wilczych uszach. Te Lilu były z pewnością bardziej puchate, ale to zrozumiałe, zważywszy na to, że jest szczeniakiem. Chociaż to długo nie potrwa. W swoje szóste urodziny stanie się młodziakiem, a w 7 będzie już jak 19 latka. Rosła jak wilk, więc jej życie było wiele krótsze, choć kiedy dorośnie będzie bardzo potężna.
- Super! - rzuciła Deer przytulając dziewczynkę. Wyglądały razem uroczo. Dwie wariatki o życzliwych oczach i pięknych uśmiechach. Było jednak późno, a Lilu powinna korzystać z nocy.
- Dobrze. Pogadacie rano, co młoda? Jest już późno i trzeba iść spać. Uciekaj do pokoju. - powiedział do pięciolatki, która natychmiast posłuchała. Zatrzymała się jednak na progu i z lubieżnym uśmieszkiem na ustach rzuciła:
- A wy nie idziecie spać? To będziecie się ruchać? - wykrzyknęła i jak strzała pomknęła na górę. Mickey cały się zaczerwienił, by w przypływie złości wydrzeć się na całego BB: "Alfie! Ty cholerny sukinsynu!"
Ale Alfa nie było w siedzibie i bynajmniej nie przejąłby się tym, że dziewczynka od niego przejęła akurat takie słownictwo.
Alex popatrzył na Deer, która już dłużej nie mogła się powstrzymać i wybuchła śmiechem. Po chwili dołączył do niej Mickey.
- Tak to jest, jak się zostawia Lilu z Alfem. - rzucił beta.

Deer?

środa, 25 marca 2015

Od Mickey'go cd. Deer

Brak komentarzy:
Co chwilę odwracał głowę sprawdzając, czy wilk wyglądający jak on, tylko mniejszy, wciąż za nim idzie. Cicho warknął sygnalizując przyśpieszenie kroków. Po chwili oboje znów truchtali, czując na sobie silne uderzenia deszczu. Błoto robiło się coraz większe, więc Mickey przeskakiwał kałuże, które tylko stanęły mu na drodze. Kiedy ponownie odwrócił się do towarzyszki, zobaczył, że ona tego nie robi. Zdenerwował się to może oznaczać wykrycie. Dobiegł więc do dziewczyny, stając tak blisko, że z łatwością mógłby wbić swoje kły w jej gardło. Warknął głośniej, na co sierść dziewczyny nieco się zjeżyła. Gdyby byli ludźmi żadne z nich by się nie zdenerwowało. Ale teraz byli członkami wilczej natury. Tu nie było słów, tylko gesty i głos, a także obrazy, choć tylko doświadczone likantropy mogły je przesyłać. Teraz nie myśleli jak ludzie, tylko jak wilki. W obu przypadkach BB był punktem zbornym, choć Mickey zmieniając sie w wilka miał cichą nadzieję, że nie znajdzie się tam żaden likantrop w ludzkiej skórze, bo to mogło oznaczać mimowolny atak bety i jego towarzyszki. Obrona własna wilków.
***
Na szczęście dla każdego ewentualnego członka zdarzenia nie było nikogo, toteż Alex i Deer siedzieli po chwili w fotelach. Deer miała na sobie za dużą bluzę bety i legginsy, które zostały po Cass. Kiedy na nie patrzył ogarniał go przejmujący smutek, ale Alaska odmówiła pożyczenia ubrań po tym, gdy dowiedziała się, że jej ulubiona bluza uległa zniszczeniu przez nagłą przemianę dziewczyny. Owinęli się szczelnie kocami, w ręku trzymając kubki z prawdziwą, gorącą czekoladą. Co jak co, ale Mickey czekoladę akurat robił wyśmienitą.
- Następnym razem, gdy będziemy gdzieś szli, nie przemieniaj się bez uprzedzenia. Mogłaś mimowolnie się na mnie rzucić, a wtedy to ja musiałbym cię okaleczyć. Pamiętaj, że będąc w ciele wilka myślisz jak wilk. Musisz każdego z kim idziesz informować o przemianie, by albo odszedł, albo sam przyjął swoją drugą postać. Rozumiesz? - mruknął, sącząc rozgrzewający napój.

Deer?

poniedziałek, 23 marca 2015

Od Mickey'a cd. Deer

Brak komentarzy:
Nie spodziewał się takiego pytania. Przed chwilą tu przyszła, a już kompletnie zmienia temat. Nie ufał jej, zresztą jak każdemu samotnikowi, poza tym przyszła w dość niewłaściwym momencie. Był roztrzęsiony  i smutny, nie miał siły niczego ukrywać, nie chciało mu się zgrywać wybranka losu. Słysząc padające pytanie mimowolnie się spiął. Palce przestały uderzać w struny, a czujny wzrok chłopaka omiótł dziewczynę od stóp do głów. Powoli odłożył gitarę na bok, wstał i podszedł do dziewczyny. Nachylił się nad małą istotką przechwycił wzrok jej dużych, błękitnych oczu. Jego ślepia wyrażały raczej myśl: "Jeszcze jedno słowo i rozszarpię ci tchawicę", ale było to normalne spojrzenie, gdy ktoś go zdenerwował.
Nie miał siły ukrywać emocji, ale nie zamierzał czegokolwiek wyjawiać obcej osobie. Schylił się, tak że jego wargi niemal muskały uszy dziewczyny.
- Obawiam się, ze nie uzyskasz odpowiedzi. Nie mam w zwyczaju odpowiadać na pytania samotników kompletnie niezwiązane z watahą. To przeczy zasadom. - zrobił krok do tyłu i luźno oparł się o spróchniałą i pokrytą grzybem ścianę szopy. O ile BB był już pięknie wyremontowany, to wszystkie szopy wymagały jeszcze mnóstwo pracy. Poczuł chłód bijący od desek, ale zamarł w bezruchu, obserwując przybyłą. Deer nie dała nasycić się chwilą ciszy, bo już rzuciła kolejnym pytaniem.
- Czyli jednak działa tu jakaś wataha? - mruknęła, nie przejmując się kompletnie niemą groźbą Alexa.
- Owszem.
- Jesteś alfą?
- Nie. - w charakterystyczny sposób przeciągnął ostatnią samogłoskę. - Nie miałbym głowy to zajmowania takiego stanowiska. Za dużo użerania się z członkami. Choć i jako beta nie mam lekko, a Alfie czasem musi gdzieś wyjechać. - przez krótką chwilę zdążył uświadomić sobie jaki był niegrzeczny. Zmieszanie jego osobowości z porządną betą było na porządku dziennym. - Wybacz za moje wcześniejsze zachowanie. mam dużo na głowie, a i dzisiejszy dzień jest do dupy. Rozumiem, że chcesz dołączyć, tak? - spytał, jakby wcale nie znał odpowiedzi.
- Nie ma sprawy. Tak, myślę, że tak. Długo szukałam watahy... - rzuciła i uśmiechnęła się lekko. I na oblicze Mickey'go wystąpił delikatny uśmiech. Zaraz jednak rozwiało go powtórzone przez Deer pytanie.
- No więc czemu płaczesz? - spytała delikatnie, ale lekko. Bezwiednie popatrzył na nią z takim smutkiem, że odruchowo zrobiła krok do tyłu. Mickey nie zamierzał jednak powtarzać swojego błędu z niegrzecznymi odzywkami i odpowiedział.
- Rocznica śmierci mojego taty oraz odejścia od niego mojej mamy. Ironia losu, nieprawdaż? Ale nieważne. Skoro postanowiłaś dołączyć wypadałoby pokazać ci tereny. BB jest niedaleko, więc może tam przenocujemy, a z samego rana ruszymy zwiedzać. Co ty na to?

Deer?

niedziela, 22 marca 2015

Od Mickey'go cd. Deer

2 komentarze:
To był jeden z tych wieczorów, kiedy pustka po stracie ojca nie dawała się zapełnić w żaden sposób. Jedynym wyjściem było uwolnienie emocji z siebie. Alfiego nigdzie nie było, a Mickey nie miał ochoty rozmawiać o swojej przeszłości z dziewczynami z watahy. One o niczym nie wiedziały, poza tym, zbyt trudno mu się o tym mówiło. Kiedy pierwszy raz opowiedział wszystko Alfie, zajęło mu to nieco ponad 1,5h, a bynajmniej nie miał ochoty na takie zwierzenia. Otworzył więc szeroko drzwi BB, pozwalając by wilgotny wiatr wpadł do środka, oplatając jego ciało. Poczuł się orzeźwiony i w przypływie wspomnień rzucił się do przodu przyjmując ciało wilka. 
Nie pamiętał ile biegł. Co jakiś czas zatrzymywał się i wył, aż był zbyt zmęczony by kontynuować. Dowlókł się tylko do szopy z ekwipunkiem dla stada, umieszczonej w środku lasu, otworzył swój plecak i wciągnął na siebie ubranie. W kącie, jak zwykle leżała jego gitara, która nie wiadomo kiedy chwycił i zatracił się w brzdęku strun uderzanych bez opamiętania jego ręką. Śpiewał to, co zawsze, gdy napadał go taki nastrój - "Zombie" Cranberries. Lekko kiwał się na boki, zmieniając riffy i bicie. Nawet się nie spostrzegł, kiedy słońce całkowicie zaszło i kiedy przestał grać poczuł, że jego oczy są zapuchnięte, a policzki mokre od łez.
Cały się spiął, gdy usłyszał wycie. Postanowił jednak nie szukać właściciela głosu. Wiedział, że wkrótce trafi do szopy wiedziony zapachem sfory. I nie mylił się. 
Wkrótce do drzwi zaczął dobijać się biały wilk. Haryarti nie był głupi i nie zamierzał otworzyć. Byłoby to zbyt niebezpieczne. Wilkołaki w wilczym ciele stają się jeszcze bardziej nieprzewidywalne. Stanął przy drzwiach i rzucił tylko: "Przemień się". Wadera, jak się okazało to jednak kobieta, chyba zrozumiała, bo już po chwili przez wizjer widział tylko nagą rudowłosą dziewczynę. Zmieszany szybko otworzył drzwi , bez słowa podał jej plecak z ubraniami Alaski, raczej nie będzie mu miała za złe i odwrócił się plecami do przybyszki. Zdawało mu się, że na jej twarzy widzi rozbawienie sytuacją, ale zignorował to. Poczekał, aż wilczyca się przebierze, po czym wrócił jak gdyby nigdy nic do gitary i zajął się strojeniem. Z uwagą patrząc na struny postanowił rozpocząć rozmowę. W końcu był betą, nieprawdaż?
- Kim jesteś? - tradycyjnie spytał, ocierając z policzka zagubioną łzę. Wizyta nieznajomej wcale nie uciszyła wspomnień, wiec teraz siedział z gitarą na kolanach, przygryzając wargę. 


Deer?

poniedziałek, 9 marca 2015

Od Micky'ego cd. Raven

Brak komentarzy:
Stał w deszczu, omiatając wzrokiem okolicę. Plecami oparty był o ścianę, tak, że deszcz spływał po jego czarnej kurtce prosto na nią. Patrolowanie należało do jego obowiązków. ktoś musiał doglądać terenów w watasze i jej okolic, a że nie mieli patrolującego,padło na niego. Alfie był zbyt zajęty, poza tym on się do tego nie nadawał. Już miał kończyć, kiedy do jego nozdrzy doszedł zapach wilkołaka. Albo wilkołaczki, wszystko jedno. Kiedy wyłoniła się zza rogu podszedł do niej i jak gdyby nigdy nic spytał:
- Kim jesteś?

Raven?

Od Cassie/ Alexa c.d. Alfiego

Brak komentarzy:
Mickey nigdy nie widział by ktoś był tak zachwycony widokiem wielkiego, pluszowego misia. Oczy Cassie wyglądały jak pięciozłotówki, zaświeciły się jeszcze bardziej. Uśmiech JESZCZE bardziej się poszerzył, a dziewczyna, wniebowzięta, spojrzała z radością na Alfiego.
- 18 wiosna. Łał... Jest uroczy! Jesteś najlepszą lafą na świecie! Łał... - podbiegła, potykając się o sukienkę, i jak gdyby nigdy nic przytuliła się do Alfiego. Alfa zaskoczony musiał zrobić krok do tyłu żeby nie upaść. Kiedy Cass w końcu się od niego odczepiła wręczył wielkiego misia. Tym razem on dostał potężnego przytulasa.
Nagle uśmiech dziewczyny zbladł, podobnie jak jej twarz, i z niepokojem popatrzyła na obu przywódców.
- Coś się stało? - spytał Mickey podchodząc do dziewczyny. Nie odpowiedziała. - Usiądź. - mruknął prowadząc ją do swojego fotela. Dziewczyna klapnęła niezgrabnie przytulając do siebie pluszaka.
- Moi rodzice... Powiedzieli, że kiedy skończę 18 lat mam się wyprowadzić... Łał... Ja nie mam gdzie mieszkać... - chłopcy popatrzyli po sobie. Jakby myśleli zupełnie tak samo wzięli krzesła, przysunęli je po obu stronach fotela i usiedli na nich okrakiem. Alex głowił się, jak rozwiązać ten problem. Alfie o dziwo go ubiegł.
- Na górze jest pokój. Co prawda mały, trzeba go jeszcze odremontować, ale wolny. Myślę, że możesz go zająć, masz tu wszystko, czego potrzeba. Łazienka, kuchnia i pralnia. Mikuś nie ma nic przeciwko prawda? - takie złośliwości były u przyjaciół na porządku dziennym.
- Ja ci dam Mikuś, ty Alfusiu. - pokazał mu język. - Wszystko w porządku, nie zgłaszam sprzeciwu. -uśmiechnął się lekko do Cassie. Chyba poczuła się trochę lepiej, bo na jej twarz również wystąpił nieśmiały uśmiech.
- Wspaniale! - odparł Alfie podrywając się z krzesła. - Alex pomoże ci odremontować pokoik. Ja uciekam, cześć. - uśmiechnął się serdecznie do Cass, a  Mickiego poczochrał po głowie. W odwecie chłopak rzucił w alfę taśmą klejącą.

Kilka dni później

Alfie? xD

niedziela, 8 marca 2015

Od Mickey'go - Urodziny Cassie [ wydarzenie fabularne]

Brak komentarzy:
Siedział na dużym, miękkim fotelu w Big Brotherze. Odkąd Alfie został alfą siedziba powoli odzyskiwała życie. W zeszłym tygodniu razem usunęli grzyby i wilgoć, położyli porządne panele w głównej siedzibie i zaimpregnowali drewniane ściany. Wczoraj kupili pierwsze meble. Dla alfy i bety fotele zwrócone w stronę rzędów stworzonych z wygodnych krzeseł z szerokimi oparciami. Może wolno, ale jakoś to szło z tym remontem.
Na kolanach trzymał dużą, prostokątną paczkę obłożoną różowym papierem w jednorożce . Na środku przyklejona była sporych rozmiarów kokarda, w kolorze czerwonych jabłek ogrzanych słońcem. Na dworze było coraz cieplej, pierwsze krokusy już kwitły, a ptaki stopniowo wracały do lasu.
Alfie miał przyjść z tortem, ale Alex dostał wiadomość od alfy, że coś mu wypadło i pojawi się wieczorem. Nie przeszkadzało to jednak we wręczeniu prezentu Cassie, która właśnie pojawiła się w drzwiach.
Co jak co, ale 18 urodziny ma się tylko raz w życiu.
Tak jak każde, pacanie.
Miała na sobie ładną, żółtą sukienkę, której podszewka kończyła się tuż przed kolanami, natomiast tiulowa warstwa sięgała do kostek dziewczyny. Beta nie wiedział czemu, ale wyobraził sobie w takiej sukience Alfiego.
Zdecydowanie nie jesteś normalny.
Tak, tak, wiem.
Uśmiechnął się pod nosem, próbując odgonić od siebie niezbyt piękne wyobrażenie.
Kiedyś go zapytam, czy na pewno nie ma takiej sukienki w szafie.
- Cześć, Cass. - zawołał serdecznie, podnosząc swój leniwy tyłek z fotela.
- Cześć. Łał, to miejsce robi się coraz przytulniejsze. Uroczo. - uśmiechnięta rozglądała się po wnętrzu. Nikt, oprócz Alfiego i Alexa, nie widział jeszcze nowej odsłony głównego pokoju.
- Też tak myślę.  To dla ciebie. - wyciągnął w jej stronę prezent. - Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin, Cassie. - dziewczyna nieśmiało przejęła podarunek.
- Och, łał, uroczy. Dzięki Alex. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej < o dziwo było to możliwe> i przytuliła betę, który stanął jak wryty. Po chwili opamiętał się i delikatnie poklepał dziewczynę po plecach. Kiedy ta była zajęta rozpakowywaniem paczki, Alex dostał kolejnego smsa od Alfiego.

Już jadę stary.


Alfie? :D
Layout by TYLER